niedziela, 17 marca 2013

Rozdzial 25

Rano obudził mnie śliczny zapach. Otworzyłam oczy, Nialla juz nie bylo. Pewnie to on robi sniadanie. Chciałam poleżeć jeszcze chwile i pomyśleć co teraz bedzie. Nie bylo mi dane dlugo poleżeć bo widocznie mój żołądek mial inne plany. Usłyszałam głośne burczenie i uśmiechnęłam sie do siebie. Chyba za dlugo przebywam z Horanem. Zwleklam sie z łóżka i poszłam do pokoju Louisa, ponieważ tam mialam swoje ubrania. Wzięłam głęboki oddech i delikatnie nacisnelam klamkę. Uchylilam drzwi i po cichutku weszłam do pokoju. Na moje szczęście Lou jeszcze spal. Otworzyłam szafę, wzięłam ubrania i wyszłam z pokoju. Wzięłam prysznic i ubralam sie w łazience Horana, a nastepnie zeszlam na dół.

Ja: Ślicznie pachnie. Co to takiego?

Niall: Faszerowana bagietka.
Ja: Mniam...kiedy bedzie gotowa?

Niall: Jeszcze jakies 10 minut.

Ja: Pomóc ci?

Niall: Nie, juz wszystko zrobione.
Ja: Ok, to idę budzic chłopaków.


Poszlam na gore do pokoju Liama. Zapukalam delikatnie i weszłam.


Ja: Hej, jak sie spało?

Li: Dobrze. A tobie?

Ja: Dobrze.

Li: Jak sie czujesz?

Ja: Sklamie, ok. Jest super, czuje sie fantastycznie, w moim życiu nie mogło być lepiej. Mam chłopaka, ktory mnie kocha i ufa mi, czego chcieć więcej. Jestem taka szczęśliwa...

Li: Czyli do dupy...

Ja: A ty jakbyś czuł sie na moim miejscu?

Li: Pewnie tak jak ty...Ej mala nie płacz - przytulil mnie mocno

Ja: Przepraszam, ale nie wiem jak to teraz bedzie ze mną i z Lou. Boje sie, ze to juz koniec, ze nigdy nie bedzie tak jak kiedys, ze nie bede mogła mu zaufać...

Li: Wybacz mi, ale nie potrafię ci pomoc. Ale juz niedługo przyjedzie ktos kto ci pomoże.

Ja: Nareszcie. Wyjechała tylko na weekend, a tak dużo sie zmieniło.

Li: Jak chcesz to mozesz jechac ze mną.

Ja: Chętnie, a teraz zbieraj sie, bo Horanek sniadanie zrobił.
Li: Ok.

Ja: Liam,mogę cię o coś prosić?

Li: Jasne.

Ja: Obudzisz Louisa, ja nie chce, nie mogę...

Li: Spokojnie, nie tłumacz sie. Juz do niego idę.

Ja: Dziekuje.


Wyszłam od Liama i poszłam obudzić Zayna i Harrego. Nastepnie zeszlam na dół pomoc Niallowi nakryć do stołu. Gdy wszystko bylo gotowe na dół zeszli chłopcy. Lou podszedł do mnie i chciał przytulic, ale sie odsunelam.

Lou: O co chodzi skarbie?
Ja: Masz jeszcze czelność pytać o co MI chodzi?
Lou: Przepraszam, ale nie pamiętam co sie wczoraj działo. Glowa mi pęka wiec pewnie chodzi o alkohol. Przepraszam, wiem nie powinienem tyle pic.

Ja: Moze limo pod okiem Harrego odświeży ci pamięć?
Lou: Harry...co sie stało?

Ja: Przepraszam was, ale za kilkanaście minut Agata bedzie na lotnisku, wiec chciałabym zjeść sniadanie.


Usiedliśmy przy stole i zjedliśmy pyszności przygotowane przez Horana. Po posilku ubralam sie i mialam pojechać z Liamem na lotnisko, jednak w korytarzu zatrzymał mnie Louis.

Lou: Caroline, zaczekaj. Mozemy porozmawiać?

Ja: Przepraszam, teraz nie mam czasu. Pogadamy jak wrócę ok.

Lou: No dobrze.


Wyszłam z Liamem z domu i pojechaliśmy po Agatę na lotnisko. Liam włączył radio, zeby przerwać cisze, w ktorej jechaliśmy. Po 2 godzinach dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do środka, gdzie czekała na nas Agata. Gdy zobaczyła nas, podbiegła, mocno mnie przytulila i wpila sie w usta Liama. Spojrzała na mnie.


Agata: Co sie stało?

Ja: Nic.
Agata: Nie kłam. Przecież widzę, ze coś jest nie tak.

Ja: Nie możesz sie teraz przejmować moimi problemami. Cieszcie sie sobą z Liamem.

Agata: Coś sie stalo Louisem?
Ja: Nie.
Agata: Coś zrobił?

Ja: Nie mówmy o tym przy ludziach. Opowiem ci w aucie.


Liam wziął bagaże Agaty i poszliśmy do auta. Po drodze opowiedziałam przyjaciółce wszystko co zdarzyło sie pod jej nieobecność. Przytuliła mnie tylko mocno i nic nie mówiła. Tego właśnie mi bylo trzeba. Wszyscy mówią, ze bedzie dobrze i sie ułoży, a nie wiedza tego. Wróciliśmy do domu chłopaków. Muszę porozmawiać z Lou. Mam nadzieje, ze chłopcy przypomnieli mu co sie działo. Agata usiadła z Liamem na kanapie i rozmawiali ze sobą co chwile sie całując. Coś czuje, ze czeka ich dluga noc. Poszlam na gore do pokoju Lou. Usiadłam na łóżku obok niego.


Lou: Chłopcy wszystko mi powiedzieli. Caroline ja przepraszam - Nie chciałem cię skrzywdzić. Przepraszam, wiem co alkohol robi z człowiekiem i wstydzę sie tego co chciałem ci zrobic.

Ja: Bałam sie, tak strasznie sie bałam i to ciebie.

Lou: Wiem i przepraszam cię bardzo. Chce porozmawiać o tym co stało sie zaraz po naszym powrocie z sesji.

Ja: I co pewnie chcesz usłyszeć, ze cię zdradzilam czy coś takiego...

Lou: Przepraszam, ale zobacz jak to wygladalo z mojej perspektywy.

Ja: Podstawą miłości jest wierność i zaufanie - po moich policzkach popłynęły łzy - Nigdy nawet przez głowę by mi nie przeszlo, zebym mogła zrobic to z kimś innym. Udałam ci, a teraz juz sama nie wiem. Nie wiem co możesz mi jeszcze zrobic, jak bardzo zazdrosny możesz sie okazać. Jeśli pod wpływem zazdrości pobiles najlepszego przyjaciela i jeszcze podejrzewales, ze mogłam uprawiać z nim seks...

Lou: Ale to tak wyglądało.

Ja: To, ze to tak wyglądało, nie znaczy, ze tak bylo. Powinieneś posłuchać co tak naprawdę sie stało. Nie wiem jak mogłeś mi nie zaufać. Nie wiem czy bede potrafiła ponownie ci zaufać.

Lou: To znaczy, że....że z nami koniec?
Ja: Nie wiem Lou. Daj mi czas. Muszę to wszystko przemyśleć. Po prostu zróbmy sobie przerwę, dobrze.

Lou: Zrobię wszystko, zeby cię odzyskać. Potrzebujesz czasu, wiec masz go ile tylko chcesz. Kocham cię i bede czekał.

Ja: Dziekuje. Będę juz wracać do domu.

Lou: Możesz zostać. Będę spać na kanapie jesli trzeba.

Ja: Nie trzeba. Sweetie jest sama w domu, muszę wracać.

Lou: Odwioze cię.

Ja: Nie, dziekuje. Poproszę o to Nialla.
Lou: Wiec do zobaczenia.
Ja: Do zobaczenia Lou.

Zeszłam na dół i chwycilam kurtkę.

Agata: Gdzie idziesz?

Ja: Do domu.
Agata: Czekaj, wracam z toba.

Ja: Przestań, nie widzieliście sie z Liamem cały weekend. Nacieszcie sie sobą - mrugnelam do nich

Agata: No dobrze. Będę rano i razem pojedziemy busem do szkoly.

Ja: Chyba nie pojde jutro do szkoly. Ty raczej też nie wstaniesz tak wcześnie. Bawcie sie dobrze. Niall, odwieziesz mnie do domu.

Niall: Jasne.

Niall ubral kurtkę i pojechaliśmy do mnie. Podziekowalam mu i weszłam do domu. Wzięłam Sweetie na ręce i mocno ja przytulilam. Poszlam do swojego pokoju i pomimo wczesnej pory położyłam sie spać. Nie mialam juz na nic siły.

____________________________________________________
____________________________________________________

Od razu przepraszam, ze taki krótki, ale nie mialam pomysłu na ten rozdział. Następny bedzie dłuższy i bedzie ciekawiej, szczególnie na początku. KOMENTUJCIE.

niedziela, 10 marca 2013

Rozdzial 24

Lou: Caroline...Harry...


Teraz wszyscy przenosili wzrok z Harrego na mnie i z powrotem.


Harry: O co wam wszystkim chodzi?

Ja: O cholera. To nie tak! Lou, ja wiem jak to wygląda, ale to nie tak.

Lou: Wiec chcesz mi powiedzieć, ze wcale nie byliście razem u niego w pokoju, nie masz na sobie jego koszulki, nie pachniesz jego perfumami i wcale nie poprawilas mu chumoru. To juz wiemy dlaczego Harry chodził taki przygnębiony jak widział nas razem.

Harry: Stary, to wcale nie tak.

Lou: Zamknij sie i lepiej popraw guziki w koszuli bo widze, ze zapinales je tak szybko, ze trochę ci sie pomieszały.

Harry: Słucham?

Lou: Fajnie bylo co?

Harry: Przestań Lou, pogadajmy.

Lou: Wiecie co, ja wychodzę zanim powiem, albo zrobię coś czego bede żałował.

Ja: Lou, proszę...


Wyszedł i trzasnal drzwiami. Spojrzałam na Harrego. Zobaczylam łzy w jego oczach. Spuscil wzrok i pobiegł do swojego pokoju. Uslyszalam kolejne
trzasniecie, jakis huk i przeklenstwa. Chłopcy mocno mnie przytulili szeptajac uspokajające słowa. Przenieśliśmy sie na kanape, a Liam zrobił mi goraca czekoladę.


Ja: Jak on mógł tak pomyśleć?

Li: Spokojnie Caroline. Był po prostu zmęczony po dzisiejszym dniu i nie pomyślał. To go oczywiscie nie usprawiedliwia.

Ja: Dlaczego nie dał nam wytłumaczyć?

Zayn: Był zmęczony i zdenerwowany.


Spokojnie, przewietrzy sie, uspokoi, ochlonie i porozmawiacie na spokojnie.


Niall: Wiesz, ze to na pierwszy rzut oka wyglądało właśnie tak? Ale i tak powinien dać ci wytłumaczyć.

Li: To powiesz nam co sie tam stało?

Ja: No dobrze. Sprzatalam łazienkę Harrego i wtedy on wszedł do swojego pokoju. Posprzatalam go wczesniej i nawet znalazł sie dywan. Harry bardzo sie ucieszył, podziękował mi i zaczął mną kręcić. Wtedy wpadliśmy na szafkę i zrzucilismy na siebie jego perfumy, ktore roztrzaskaly sie, a cala zawartość wylała sie głównie na mnie. Harry powiedział, ze kupiliście pyszności na obiad i nie ma czasu na mycie sie. Powiedział, ze mam ubrać jego koszulkę i szybko zejść na dół. Widocznie on też szybko sie przebral i stad te krzywo zapięte guziki. No a resztę to juz widzieliście.

Niall: Teraz wszystko jest jasne i nawet zabawne. A propos tego obiadu to moze byśmy go zjedli?

Ja: A co z Harrym?

Li: Myślę, że woli teraz pobyc sam.

Ja: Niall, teraz możesz zajzec do lodówki. Zrobiłam niespodziankę, jak macie ochote to jedzcie. Ja nie jestem glodna.

Li: Proszę, zjedz coś. Nie mozesz sie głodzić.

Niall: Zjedz chociaż trochę, dla mnie.

Ja: No jeżeli dla ciebie, to chyba nie mogę odmówić.


Zayn nałożył mi porcje i podał talerz. Ta trójka idiotów naprawdę potrafi poprawić chumor. Zjedliśmy obiad, a następnie deser, na którym pojawił sie również Harry. Wszystkie emocje powoli opadały. Siedzieliśmy w salonie na kanapie, gdy usłyszeliśmy trzasniecie drzwi. To Lou. Mam nadzieje, ze ochlonal juz i porozmawiamy spokojnie. Wyszłam do niego, zeby spokojnie porozmawiać.


Lou: Cześć kochanie.


Strasznie belkotal. Podszedl do mnie i chciał pocałować i wtedy poczułam uderzający odór alkoholu. Był strasznie pijany. Udsunelam sie od niego i skrzyzowalam ręce na piersi.


Ja: Idź na górę spać. Jesteś pijany i nie bede teraz z toba rozmawiać.

Lou: Obiecalas mi, ze sie trochę zabawimy w nocy.

Ja: Ale wtedy nie wiedziałam, ze bedziesz pijany. Proszę cię, idź na górę.

Lou: Oj nie gniewaj sie. Pobawmy sie trochę. Tak na zgodę.

Ja: Nie. Idziesz na górę.


Louis złapał mnie za nadgarstki i przyssal sie do moich ust. Próbowałam go odepchnąć, ale nawet pijany był silniejszy ode mnie. Po chwili oderwal sie od moich ust i dobieral sie do moich spodni. Im bardziej sie szarpalam tym mocniej dociskal mnie do ściany.


Ja: Ała! Louis zostaw mnie, słyszysz!? To boli! Puszczaj! Pomocy!


W tej chwili reszta chłopców wbiegła do przedpokoju. Harry nie myśląc wiele rzucił sie mi z pomocą i odepchnął ode mnie Louisa. Uciekłam i zapłakana rzuciłam sie w objęcia Horana. Lou podszedł chwiejnym krokiem do Harrego i uderzył go pięścią i w twarz. Cichy krzyk przerażenia wyrwał sie z moich ust, a potok łez popłynął po policzkach. Harry rzucił sie na Louisa i rozpętała sie bójka. Harry mial przewagę, bo w przeciwieństwie do Louisa potrafił utrzymać równowagę.


Ja: Chłopaki przestańcie, proszę!


Krzyczałam, a potok łez nie przestawał płynąć z moich oczu. Chłopcy postanowili ich rozdzielić. Li złapał mocno Harrego, a Zayn trzymał Lou. Z całej siły wtulalam sie w Nialla i pewnie wbijalam mu paznokcie w plecy.


Lou: Bohater sie znalazł.

Harry: Jak mogłeś jej to zrobic? Nie zasługujesz na nia!

Lou: No jasne ty bylbys lepszym kandydatem, prawda.

Harry: Co?

Lou: Oj proszę cię, nie jestesmy dziećmi. To co powiesz nam wszystkim prawdę, czy ja mam to zrobic?


Harry wyrwał sie z uścisku Zayna i uciekł do ogrodu.


Lou: Tak jak myślałem.

Li: Chodz stary bo bredzisz. Idę go położyć spać.

Niall: Jak chcesz Caroline to możesz dzisiaj spać u mnie.

Ja: Dobrze, dziekuje ci. Idę pogadać z Harrym.


Założyłam bluzę, bo na dworze jest juz coraz zimniej i chwycilam koc dla Harrego, ktory wybiegł w samej koszulce. Wyszłam na zewnątrz i zobaczyłam przyjaciela na huśtawce. Siedział z podkurczonymi nogami i wpatrywał sie w swoje buty. Przykrylam go kocem i usiadłam obok.


Ja: Jak sie czujesz?

Harry: Jak skończony idiota.


Ja: Ale dlaczego?

Harry: Jak mogłem sie zakochać w dziewczynie najlepszego przyjaciela i jeszcze dawać sobie szanse? Nie wiem co sobie myślałem, ze zostawisz go i rzucisz sie mi w ramiona? Przepraszam was. Wszystko moja wina. Zawsze wszystko psuje. Jestem idiota, przepraszam.

Ja: Za co ty mnie przepraszasz? Za to, że mnie kochasz? Za takie rzeczy sie nie przeprasza, bo po prostu nie można. Nigdy nie możesz przewidziec kogo pokochasz. Nasze serce jest dziwne. Czasami wybiera kogoś, kogo hmm nie powinno, ale nic na to nie poradzimy. Czasem wydaje nam sie, ze nie widzimy świata poza ta osoba, a po kilku dniach, tygodniach, miesiącach albo nawet latach stwierdzamy, ze bylismy głupi i tak naprawdę jej nie kochamy.

Harry: Chyba masz racje. A co bedzie z toba i Lou? Nie chce, zeby przez moje głupie zauroczenie wasz związek sie rozpadł. Idealnie do siebie pasujecie i dopelniacie sie. Mimo dość dużej różnicy wieku, swietnie sie dogadujecie. Lou zmienił sie przy tobie, na lepsze oczywiscie. Chyba trochę dorósł i zrobił sie bardziej odpowiedzialny i opiekuńczy.

Ja: Po tym co dzisiaj zrobił to sama nie wiem co myśleć.

Harry: Gdybym zobaczył moja dziewczynę i najlepszego kumpla w takiej sytuacji pewnie zareagowalbym podobnie.

Ja: Chyba masz racje. Cały czas obwiniam Lou, ale dobrze wiem, jak to wygladalo. Jeszcze twoje krzywo zapięte guziki i moje krótkie, moze za krótkie spodenki, ktore calkowicie zakrywala za duza koszulka i twoje perfumy.

Harry: Tak, to zdecydowanie wygladalo co najmniej dwuznacznie.

Ja: Poradzisz sobie teraz?

Harry: Myślę, ze tak. Przyjaźń?

Ja: Przyjaźń.


Przytulilam mocno Harrego i wróciliśmy do domu. Było juz późno, wiec poszłam do pokoju Nialla, gdzie mialam dzisiaj spać. Dostałam od niego koszulkę do spania i poszłam sie umyć. Wróciłam do pokoju i położyłam sie do łóżka.


Ja: Jeśli chcesz to pójdę na kanape.

Niall: Jeśli ktos miałby iść na kanape to tylko ja.

Ja: Mi nie przeszkadza twoja obecność.

Niall: Mi też nie.

Ja: Więc dobranoc.

Niall: Dobranoc.


___________________________________________________
___________________________________________________

Jest kolejny rozdział. Nareszcie wszystko sie wyjaśniło. No moze nie wszystko. Jak myślicie, co bedzie teraz miedzy Karolina i Louisem? Jak bedzie wyglądać przyjaźń Harrego i Lou? Jak bedzie wyglądać relacja pomiędzy Harrym i Karolina? To wszystko w kolejnych rozdziałach. KOMENTUJCIE !!!

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 23

~ Kilka dni później ~ ~ Piątek wieczorem ~


Gdy wróciłyśmy ze szkoly, do Agaty zadzwonili rodzice, żeby przyjechała do domu na weekend, wiec przyszlysmy do naszego domu, zeby Agata sie spakowala. Gdy byłyśmy gotowe poszłyśmy do chłopaków, ponieważ Liam mial odwieźć Agatę na lotnisko. Około 19 pożegnaliśmy sie z Agata. Chłopcy poprosili mnie, zebym została z nimi na weekend, wiec zgodziłam sie. Nie musiałam wracać do domu po jakies rzeczy, bo zostawiłam sobie u Lou trochę ciuchów na wszelki wypadek. Po około godzinie wrócił Liam. Razem z Lou zabrałam sie za przygotowanie kolacji.

 
Ja: Wiesz może co z Harrym?

Lou: Nie, ciągle sie nie odzywa. Siedzi całymi dniami u siebie w pokoju tylko teraz jakimś cudem zszedł. Powiedział mi tylko, ze wyjaśni mi wszystko jak bedzie na to gotowy i sam sobie wszystko poukłada.

Ja: No to zostaje nam tylko czekać. Spróbuję z nim jeszcze dzisiaj pogadać.

Lou: Nie wiem czy cokolwiek z niego wydusisz, ale zawsze można spróbować.


Dokonczylismy przygotowywanie kolacji i usiedliśmy całą szóstką do stołu. Cały czas obserwowałam Harrego. Ciągle siedział smutny i przygnebiony. Jeździł widelcem po talerzu i patrzył sie w niego jak zaczarowany.


Ja: Harry, nie smakuje ci?

Li: Harry musisz coś zjesc.

Lou: Halo, tu ziemia do Harrego!

Harry: Przepraszam, zamyslilem sie.

Zayn: To wiemy juz od kilku dni.

Li: Co sie z toba dzieje Harry?

Harry: Zle sie czuje, przepraszam.


Popatrzylismy sie na siebie nie wiedząc co robić. Harry po prostu wstał i poszedl do siebie ze spuszczona głową.


Lou: Idę z nim pogadać.

Ja: Zostań Lou. I tak nic nie zrobisz. Jak bedzie chciał to powie, nie możemy go naciskać.

Zayn: Caroline ma rację.

Li: Dobra chłopaki, jutro rano mamy sesje, wiec musimy wcześnie wstać i jakoś wygladac.

Lou: Jak chcesz Caroline to możesz jechać z nami.

Ja: Nie, dziekuje. Jutro sobota, a wy tu macie straszny syf.

Lou: Wiesz, ze nie musisz tego robić?

Ja: Tak, wiem ale muszę sie czyms zająć.

Li: Dobra chłopaki czas  spać.

Niall: Dobrze tato.


Każdy rozszedł sie do swoich pokoi. Poszlam sie szybko wykąpać. Położyłam się do łóżka, a Lou poszedł do łazienki. Po kilku minutach przyszedł, pocalowal mnie na dobranoc i po chwili zasnelismy wtuleni w siebie. Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie, ponieważ stwierdziłam, ze pomogę ogarnąć sie chłopakom i zrobię im śniadanie. Po cichu weszłam do łazienki i przygotowałam sie na dzisiejszy dzień. Wyszłam i postanowiłam obudzić Lou, co nie jest wcale takie proste. Usiadłam przy nim i delikatnie musnelam jego usta moimi.


Ja: Kochanie, czas wstawać. Dzisiaj czeka was ciężki dzien.

Lou: Oj no proszę jeszcze pięć minut.

Ja: Juz ja znam te twoje piec minut. Wstawaj i marsz do łazienki. Zrobię sniadanie i pomogę ci coś ładnego wybrać.

Lou: No dobrze juz wstaję.


Jest taki słodki. Sami musielibyście go zobaczyć. Ma juz prawie 21 lat, a wciaz zachowuje sie jak pięcioletnie dziecko. Wyszłam na korytarz, żeby obudzić resztę chłopaków. Z naprzeciwka otworzyły sie drzwi i stanął w nich już prawie gotowy Liam.


Li: Cześć Caroline.

Ja: Dzien dobry Liam. Właśnie mialam was budzic.

Li: Widzę, ze wpadliśmy na ten sam pomysł. To zrobimy tak, ja obudze Zayna i Nialla, a ty Harrego. Moze być?

Ja: Jasne.


Uśmiechnęłam sie promiennie do Liama i poszłam w stronę pokoju Harrego. Zapukalam i nieslyszac odpowiedzi weszłam po cichu. Hazza spal słodko wtulony w poduszkę i przykryty kołdra po same uszy. Podeszłam do jego łóżka i delikatnie usiadłam na jego brzegu.


Ja: Harry, czas wstawać. Chodź, za chwilkę będzie śniadanie.

Harry: Daj mi jeszcze 5 minut.

Ja: Tak, jasne Lou mówi tak samo. Teraz pięć za chwilę znowu pięć, nie nabierzesz mnie na to. Wstawaj, później pomogę ci sie ogarnąć, a teraz idź się umyj i chodź na śniadanie.

Harry: Ok, już wstaje.

Ja: Tak w ogóle to nie mam pomysłu na sniadanie. Masz jakieś życzenie?

Harry: Hmm...mam ochote na naleśniki, ale nie takie tradycyjne. Zaskocz mnie.

Ja: No dobrze. Daj mi dziesięć minut.


Zeszłam na dół do kuchni. Chłopcy sie szykowali, wiec mialam czas na przygotowanie nalesnikowych pyszności i drugiego śniadania dla chłopaków. Najpierw zabrałam sie za przygotowywanie drugiego śniadania, bo wymaga więcej czasu. Przygotowałam wszystko i juz po chwili trzy blachy croissantów z czekolada ladowaly w piekarniku. Teraz czas na normalne śniadanie. Zaczęłam piec pierwsze naleśniki i do kuchni wszedł Niall.


Niall: Co tak ślicznie pachnie?

Ja: Śniadanko.

Niall: Pomóc ci?

Ja: Juz koncze, ale możesz nakryć do stołu.

Niall: Juz sie robi.

Ja: A i pilnuj, zeby chłopcy tu nie weszli.

Niall: Tak jest.


Usmiechnelam sie do siebie widząc entuzjazm Nialla, ktory mało co nie rozbił wszystkich talerzy. Skończyłam smażyć naleśniki, a do kuchni wbiegl Niall.


Niall: Juz gotowe?

Ja: Przyszedłeś w sama porę. Weź puszki z ananasem i  brzoskwinią, bita śmietanę i polewę czekoladowa. Dzisiaj nie patrzymy na kalorie, robimy sobie dzień czekolady. Co ty na to?

Niall: Juz nie mogę sie doczekać obiadu.

Ja: Chodz juz do stołu, albo bedziemy mieli czterech głodnych facetów na głowach.
Nioslam gorące naleśniki, a Niall różne dodatki. Położyłam je nastole i czekałam na reakcje chłopaków, bo nie były to tradycyjne naleśniki.

Lou: Co to takiego skarbie?

Ja: Specialne zamówienie Harrego.

Li: Co sobie zyczyles Harry?

Harry: Naleśniki, ale nie takie tradycyjne tylko inne.

Niall: Podpowiem wam, ze dziś jest dzień czekolady.

Zayn: Czyżby czekoladowe naleśniki?





Ja: Brawo Zayn.

Lou: Pierwszy raz takie widze.

Ja: Dobra nie gadajcie tylko jedzcie, bo czas ucieka, a jeszcze musicie sie wyszykować.

Zayn: I tak nas beda przebierać.

Ja: Czyli możecie wyjść do ludzi tak jak jestescie teraz ubrani?

Harry: No nie.

Ja: A wspomniałam, ze jak szybko zjecie to bedzie niespodzianka?


Popatrzyli na siebie i zjedli sniadanie ze zdwojoną prędkością. Nastepnie każdy schował swój talerz do zmywarki i poleciał do siebie sie szykować. Sprzatnelam ze stołu i spojrzałam na croissanty. Byly juz gotowe, wiec wylaczylam piekarnik, ale zostawiłam je w środku, zeby były cieplutkie. Poszlam na gore do Louisa.


Lou: No nareszcie jesteś.

Ja: Jakie mile przywitanie.

Lou: Przepraszam, ale nie mam pojęcia co ubrać.

Ja: No za dużego wyboru to ty nie masz. Same paski w twojej szafie. O popatrz ktos ci podrzucił biala koszulę.

Lou: Hahaha bardzo śmieszne wiesz.

Ja: Nie gadaj, tylko zakładaj. Masz jeszcze te jasne spodnie i szelki. Wracam za dziesięć minut i masz być gotowy.


Wyszkam od niego z pokoju i uslyszalam krzyki Nialla. Wpadłam do jego pokoju i mało conie peklam ze śmiechu widząc Nialla leżącego na podłodze, a moze raczej na polamanym krześle i jeszcze całego w dżemie.


Ja: Boże Niall nic ci nie jest?

Niall: Ja jestem cały, ale ta plama chyba szybko sie nie wypierze.

Ja: Coś wymyślę, a teraz idź sie umyj. Na łóżku kładę ci biala koszulkę, błękitna marynarkę i jasno brązowe spodnie. Załóż to i nie dotykaj jedzenia.

Niall: Dzięki.

Ja: Spoko, a teraz ruchy.


Wyszłam od Nialla. Jeszcze tylko Liam, Zayn i Harry. Najszybciej bedzie z Liamem. Weszlam do jego pokoju. Stał przy łóżku, na którym leżały trzy komplety. Popatrzył na mnie blagalnym wzrokiem.


Ja: Niebieska koszula w kratę i brązowe spodnie.

Li: Dziękuję.

Ja: Proszę. Lece do Zayna.


Weszlam do pokoju Zayna. Chłopak biegał po pokoju w ręczniku.


Ja: Zwolnij trochę, bo zaraz ci ten ręcznik spadnie.

Zayn: Ale ja nie wiem co ubrać i jeszcze te włosy. Popatrz jak ja wyglądam.

Ja: Przynies mi suszarkę, żel do wlosow i grzebień, a i jak juz idziesz do łazienki to masz. Biała koszulka, brązowa marynarka i jasne jeansy. Czas na ubranie sie, pol minuty.

Zayn: Ale...

Ja: 27, 26, 25...

Zayn: Juz idę.

Ja: Nie zapomnij o żelu, suszarce i grzebieniu.


W miedzy czasie postanowiłam pójść do Harrego. Uchylilam lekko drzwi. Hazza stal przed szafą.


Ja: Jak sobie radzisz?

Harry: Jak widzisz całkiem nieźle, juz mam bokserki.

Ja: Wiec lepiej niz Zayn.

Harry: Pomożesz mi coś wybrać?

Ja: Jasne, pokaz co tam masz.

Harry: Myślałem nad ta błękitna marynarką.

Ja: To jak juz tak wszyscy na trzy kolory to weź jeszcze białą koszulkę i ciemno brązowe spodnie.

Harry: Jesteś genialna.

Ja: Powiesz mi co sie z toba dzieje ostatnimi dniami.

Harry: To nie jest takie latwe. Nie chce nikomu psuć życia.

Ja: Jak to psuć życia?

Harry: No bo...

Zayn: Caroline, gdzie ty jesteś!

Ja: Przepraszam, muszę iść. Porozmawiamy jak wrócicie, dobrze?

Harry: Dobrze.


Wyszłam na korytarz i pobiegłam w stronę pokoju Zayna.


Ja: No co jest.

Zayn: Moje włosy cię potrzebują!

Ja: Spokojnie. Podaj mi suszarke i grzebień. Dobra teraz żel...i...gotowe.

Zayn: Jesteś wielka.

Ja: Dobra zbieraj chłopaków i idźcie na dol, ja pójdę do Lou i za chwile do was przyjdziemy.

Zayn: Ok.


Wyszliśmy z pokoju i tak jak powiedziałam poszłam do Louisa. Stal przy lustrze i układał włosy.


Ja: Daj mi trochę żelu i chodź tu do mnie.

Lou: Mówił ci juz ktos, ze jesteś wielka?

Ja: Spozniles sie tylko o czterech chłopaków.

Lou: Czyżbym mial konkurencję.

Ja: Nigdy.


Pocalowalam go namiętnie. Tak bardzo go kochałam. Gdyby coś mu sie stało to nie wiem co bym sobie zrobiła.


Ja: Chodz już bo za chwile przyjedzie limuzyna.

Lou: Jesteś pewna, ze nie chcesz z nami jechać?

Ja: Tak. To jest twoja praca, a powiedz mi kto normalny jeździ ze swoim chłopakiem do pracy? Tu sie przynajmniej na coś przydam.

Lou: Przestań tak mówić. Chyba ci w koncu wynagrodze twoja ciezka pracę.

Ja: Będę czekać, a teraz chodź na dół.


Lou złapał mnie za rękę i zeszliśmy na dół. Od razu pobiegłam do kuchni i wyciągnęłam z szafki papierowe torebki. Pochowalam do nich cieplutkie croissanty.


Ja: Proszę drugie śniadanie, żebyście nie zglodnieli.

Wszyscy: Dzięki mamo.


Chłopcy dali mi po buziaki w policzek i odebrali swoje przekąski. Przyjechała limuzyna i chłopcy wyszli na dwór. Stanelam w progu i pomachalam im na pożegnanie. No dobra czas brać sie za pozadki. Posprzatalam najpierw cały dół, czyli kuchnie, jadalnie, salon, łazienkę i dwa pokoje dla gości. Postanowiłam, ze teraz zabiorę sie za obiad. Zastanawiałam sie co ugotować, gdy zadzwonił Louis.


Lou: Cześć kotku.

Ja: Hej skarbie.

Lou: Co robisz? Nie nudzisz sie? Horan zostaw mój telefon...przepraszam, ale...Niall do cholery!

Ja: Jezu co tam sie dzieje? Halo?

Li: Hej tu Liam. Chłopcy właśnie pobili sie o telefon.

Ja: Ale dlaczego?

Li: Bo mamy ci coś ważnego do powiedzenia. Oj czekaj bo Lou za chwile mnie zabije.

Lou: Caroline, jesteś tam jeszcze?

Ja: Jestem głupki, to co chcecie mi powiedzieć?

Lou: Ze jesteś genialna i nasza stylistka powiedziała, ze nie musimy sie przebierać na ta sesję.

Ja: To super.

Lou: A co teraz robisz?

Ja: Wasnie posprzatalam cały dół i zastanawiam sie co ugotować.

Lou: To nie gotuj nic, my coś przywieziemy.

Ja: No dobrze. Smakowały wam croissanty?

Niall: Pyszne były! Chce więcej!

Ja: No wiec chyba muszę przygotować jakas niespodziankę.

Zayn: Czekamy!

Ja: Do zobaczenia.

Lou: Będziemy gdzieś za godzinkę. Kocham cię.

Ja: Ja ciebie też.


No to obiad mam z głowy. Na dzisiaj xostalomi tylko sprzątnięcie góry i zrobienie deseru. Chyba najpierwzajme sie tym drugim. Dzisiaj ustaliliśmy dzien czekolady, wiec upiekę tort czekoladowy. Przygotowałam wszystkie składniki i po chwili tort lądował w piekarniku. Postanowiłam nie marnować czasu i zająć sie górą. Najpierw najmniej wymagający, czyli pokój Liama. Tu wystarczyło tylko zetrzeć kurze i umyć podłogi. Kolejne pokoje wymagały trochę więcej pracy. Wszędzie walaly się ciuchy i nie wiadomo co jeszcze. Miałam zabierać sie za łazienki, gdy uslyszalam piszczenie piekarnika, co oznaczało, ze tort sie upiekł. Szybko, ale dokładnie umylam ręce i zbiegłam po schodach na dół. Wyciągnęłam ciasto z piekarnika i zaczęłam je ozdabiać. Gdy bylo juz gotowe i trochę przestyglo, włożyłam je do lodówki. Napilam sie wody i poszłam dalej sprzątać. Z Agata pewnie poszłoby mi szybciej. Padam na pysk, a to jeszcze nie koniec. Za chwile wrócą chłopcy, więc chce, zeby wszystko było gotowe. Właśnie sprzatalam łazienkę Harrego, która byla juz ostatnia, gdy uslyszalam trzasniecie drzwi i głośne "Juz jestesmy". Usmiechnelam się do siebie.


Lou: Gdzie jesteś skarbie?

Ja: Na górze, koncze sprzątać, za chwilkę zejdę.

Li: To my przygotujemy wszystko do obiadu.

Ja: Dobrze. A i proszę nie zblizajcie sie do lodówki dobrze? Szczególnie ty Horan.

Niall: No dobrze obiecuje i przypilnuje reszty.


Muszę jeszcze tylko umyć lustro i koniec. Usłyszałam kroki na schodach, ktore zbliżały sie w moja stronę. Po chwili do pokoju wszedł Harry.


Harry: Wow, tu chyba nigdy nie bylo takiego porządku. Caroline, gdzie jesteś, muszę cię uściskać.

Ja: Tu, w łazience.


Harry wbiegl do łazienki, mocno mnie przytulił i zaczął mną kręcić.


Ja: Harry idioto przestań!


W pewnym momecie wpadliśmy na szafkę i zrzucilismy na siebie cały flakonik perfum Harrego.


Ja: Cholera, wiedziałam, ze coś sie stanie. Teraz muszę sie umyć i przebrać. Odkupie ci te perfumy.

Harry: Przestań, to byla moja wina. Nie ma teraz czasu na kąpiele. Ubierz jakas moja koszulkę i chodź szybko na dół. Przywieźliśmy same pyszności.

Ja: Widzę, ze ktos tu ma dzisiaj lepszy humor.

Harry: Po tej sesji jest dużo lepiej. Gdybyś tylko widziała nasza piątkę wyglupiajacych sie idiotów.

Ja: Jakbys nie pamiętał to mam was na codzien.

Harry: No tak. Dobra ubieraj szybko jakas koszulkę i chodź na dół.


Harry wyszedł z pokoju i zszedł na dół. Stanęłam przy jego szafie i wzięłam koszulkę Rolling Stonesów. Ubralam ja i również zeszłam na dół. Ciągle pachnialam perfumami Harrego, ale i tak juz na schodach poczułam cudowny zapach zeberek w miodzie. Zeszłam na dół i wszystkie oczy zwróciły sie na mnie. Wszyscy oprócz Harrego patrzyli zdziwieni. Nie mialam pojęcia o co chodzi. Po chwili podszedł do mnie Louis.


Lou: Caroline...

__________________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________________

Cześć wszystkim, jak widzicie nareszcie wróciłam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i że was nie straciłam. No więc teraz kilka słów wytłumaczenia. Nie miałam internetu przez kilka dni i jeszcze byłam chora, więc nie mogłam was nawet o niczym poinformować. Bardzo, ale to bardzo mocno was przepraszam. Teraz rozdziały będą dodawane według obietnicy co niedzielę. W tym rozdziałe pod koniec mamy hmmm moment grozy. Jak myślicie, o co chodzi? Dlaczego chłopcy tak dziwnie patrzą na Karolinę? Czy będą kolejne kłótnie, a może coś poważniejszego? Czy Harry i Karolina dokończą swoją rozmowę? To wszystko już za tydzień.

I jeszcze kilka zdjęć z tej sesji, do której Karolina ubrała chłopaków.



czwartek, 21 lutego 2013

The Versatile Blogger

Do "The Versatile Blogger" nominowała mnie ta dziewczyna, dziękuję Ci bardzo bardzo mocno! To moja pierwsza nominacja więc jak coś pokręcę to bardzo przepraszam ;]






Nominowany powinien:
- podziękować nominującemu na jego blogu
- pokazać nagrodę The Versatile Blogger u siebie
- ujawnić 7 faktów o sobie
- nominować 10 blogów
- poinformować o tym fakcie autora nominowanego bloga

To teraz 7 faktów o mnie:
1. Zawsze jestem uśmiechnięta. Czasami nawet wybucham śmiechem, bo coś mi się przypomni i wszyscy patrzą na mnie jak na idiotkę.
2. Od dziecka jem lody widelcem ;D
3. Kocham zwierzęta. Mam kota i psa. Jak byłam mała to przyprowadzałam do domu wszystkie okoliczne koty i psy i prosiłam mamę, żeby z nami zostały ;D
4. Gram na gitarze i trochę śpiewam.
5. Mam brązowe, kręcone włosy, które bardzo często mnie denerwują, ale i tak je kocham ;] Moje oczy mają kolor...hmm i tu jest największy problem bo ani ja ani nikt z mojego otoczenia nie potrafi określić jaki to kolor. Po prostu są oryginalne i jedyne w swoim rodzaju. Czasami są zielone, czasami niebieskie albo turkusowe, a od czasu do czasu przy źrenicach robią się lekko brązowe ;D
6. Strasznie dużo jem ;D moje życie składa się głownie ze spania i jedzenia ;]
7. Mam najlepszą przyjaciółkę na świecie, której nie zamieniłabym nawet na spotkanie z 1D ;*



Dobra koniec o mnie ;]

Nominowani:
can-we-stop-this-for-a-minute.blogspot.com
turn-back-time-with-one-direction.blogspot.com
my-personal-angel.bloggspot.com
imaginy-one-direction-fans.blogspot.com
cause-everythings-gona-be-alright-jb.blogspot.com
foreveryoungonedirection-a.blogspot.com
takemehome-malikowa.blogspot.com
1d-my-little-mystery-girl.blogspot.com
i-and-one-direction.blogspot.com
you-only-love-once.blogspot.com

To chyba na tyle odnośnie nominacji. Jeszcze raz bardzo dziękuję!
Co do opowiadania, wiem, że jesteście już na mnie strasznie źli, ale miałam ciężki tydzień i nie miałam nawet pięciu minut na pisanie. Mam nadzieję, że ostatnim imaginem poprawiłam wam trochę humor i nie gniewacie się na mnie tak bardzo. Muszę was jeszcze mocno przeprosić ale nowe rozdziały będą pojawiać się raz w tygodniu w niedziele. Będą wtedy bardziej dopracowane. Jeżeli miałabym dodać szybciej jakiś rozdział to będę was informować. Kto chciałby dodatkowo otrzymywać jakieś informacje to piszcie do mnie na twitterze: @KarolinaByjos ;]
Na dzisiaj to tyle. Jeszcze raz dziękuję i przepraszam, ale jestem zmuszona ustalić taką zasadę. Mam nadzieję, że przez to nie ubędzie mi czytelników. To do niedzieli ;] Kocham was ;*

niedziela, 17 lutego 2013

Niespodzianka

Na samym początku chciałam was bardzo mocno przeprosić, ze nie dodawalam nowego rozdzialu przez tak długi czas i muszę was zasmucić, ze nie wiem kiedy sie pojawi. Postaram sie go skończyć jeszcze w tym tygodniu. Teraz należy wam sie kilka słów wyjaśnienia. Wiem, ze obiecałam przez ferie wziąć sie do roboty i napisać kilka rozdziałów, ale niestety wszystko sie skomplikowało. Smutne wydarzenie w rodzinie pozbawiło mnie czasu i weny, ale juz sie ogarnelam i mam dla was niespodziankę. W mojej szkole był organizowany konkurs literacki i napisałam opowiadanie, ktore chciałabym poddać również waszej opinii. To opowiadanie posłuży mi rowniez jako przeprosiny. Jeszcze raz bardzo mocno przepraszam. A teraz zapraszam do czytania.
___________________________________________________________________________________________

Mam na imię Alex i mieszkam w Londynie. Niedawno skończyłam osiemnaście lat. Dwa miesiące temu moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Życie nigdy mnie nie rozpieszczało i wystawiało na wiele prób, ale to już przesada. Zostałam na tym świecie sama jak palec. Nie mam rodzeństwa, nie mam dziadków, nie mam nikogo. Najbliższa rodzina mieszka w Ameryce. Po śmierci rodziców chcieli mnie wziąć do siebie, ale jestem już pełnoletnia i postanowiłam zostać, poza tym oni mają swoje sprawy i przede wszystkim dzieci, nie chciałam wpraszać się ze swoimi problemami do ich życia. Byłabym dla nich tylko kłopotem. Z rodzicami tez nie było jak w bajce. Mama była właścicielką sieci hoteli, a tata miał swoją wytwórnie płytową. Całymi dniami nie było ich w domu. Czasami wyjeżdżali na delegacje i dostawałam sama. Dużo osób cieszyło by sie, ze rodziców nie ma, ale ja nie. Tęskniłam za nimi. Razem spędzaliśmy tylko święta, wakacje i czasami jakieś weekendy. Teraz juz każde święta, wakacje i weekendy będę spędzać sama. Właśnie jem kolacje. Ciągle wyobrażam sobie, ze to tylko okropny koszmar, ze za chwile rodzice wejdą do domu i krzykną: Alex! Juz jesteśmy! Ale tak sie nie stanie. Juz nigdy nie będę mogła ich przytulic, pokrzyczeć na nich, nie będę mogła z nimi porozmawiać, ale najbardziej boli to, ze już nigdy nie będę mogła powiedzieć im jak bardzo ich kocham. Łzy poleciały mi po policzkach. Myślałam, ze to minie, ze sie z tym pogodzę, ale nic z tego. Nie mogę juz wytrzymać. Wszystko przypomina mi rodziców. Każdy krok w tym domu sprawia mi coraz większy ból. Gdy wstaje, codziennie rano to krzyczę: Zrobić wam kawę? Ale nikt nie odpowiada i juz nigdy nie odpowie. Podeszłam do zdjęcia, które stało na komodzie. Zrobiliśmy je tydzień przed wypadkiem. Byliśmy wtedy na wakacjach w Hiszpanii. Wszyscy staliśmy przytuleni i uśmiechnięci. Było nam razem tak dobrze. Dlaczego los postanowił mi ich zabrać? Nie mogę juz tak dłużej żyć. Wyszłam z domu i ruszyłam w stronę Tower Bridge. Była juz pierwsza w nocy. Idealna pora. Nikt o tej godzinie tędy nie przechodzi, wiec nikt nie może mi przeszkodzić. Stanęłam na murku mostu. No dalej Alex. Nie sprawisz nikomu przykrości. Nie masz juz nikogo, wiec nikt nie będzie cierpiał po twojej stracie. Tylko jeden krok dzielił mnie od spotkania z rodzicami, ze wszystkimi bliskimi. Zamknęłam oczy, a łzy leciały mi po policzkach jak szalone. Juz miałam skakać, gdy nagle ktoś sie odezwał.
- Piękną mamy dziś noc, prawda? Londyn jest naprawdę śliczny o tej porze roku. Ten lekki wiaterek i Tamiza. Ślicznie oświetlone London Eye i Big Ben. Te wszystkie widoki sprawiają, ze naprawdę chce sie żyć.
Ten koleś jest jakiś dziwny. Nie zauważyłam wcześniej, żeby ktokolwiek tu był. Stoję na moście i chce popełnić samobójstwo, a on podchodzi i podziwia widoki. W sumie to ma racje. Dzisiaj jest naprawdę ładnie. No dobra Alex weź sie w garść i skacz w końcu. Chciałam ostatni raz spojrzeć na moje miasto. Odwróciłam sie, a ten chłopak stal teraz obok mnie.
- Trochę tu wysoko. No trudno. To jak skaczemy?
-Ze co proszę?
-Chyba nie podziwiasz Londynu z takiej perspektywy. Lepszy widok jest z London Eye.
- Bawi cię cala ta sytuacja, prawda? Ty nic nie rozumiesz! Ja muszę skoczyć! Juz i tak nie mam dla kogo żyć! - krzyczałam, a glos mi sie łamał.
- W takim razie daj rękę. Jak skoczymy razem to będzie nam raźniej. Będę zaszczycony, ze mogłem zginąć z taka piękna dziewczyną.
W tej chwili coś we mnie pękło. Co ja wyprawiam? Rodzice by tego nie chcieli. Nie byli by szczęśliwi, ze to zrobiłam. Zaczęłam płakać jeszcze mocniej, a wraz ze mną niebo.
- Już dobrze, jestem przy tobie. - przytulił mnie mocno i ściągnął z murka - Chodź, zabiorę cię do siebie. Okropnie zmarzłaś i zaczęło padać.
Ściągnął swoja kurtkę, okrył mnie nią i mocno przytulił. Padało coraz bardziej i zaczął wiać mocny wiatr, przez ktory bylo jeszcze zimniej. Do domu chłopaka było niedaleko, jakieś dziesięć minut drogi. Nie wiem dlaczego zgodziłam sie z nim pójść, przecież wcale go nie znam, nie wiem nawet jak ma na imię. Postanowiłam mu zaufać, przecież i tak nie mam nic do stracenia, a tylko dzięki niemu nadal żyję. Przy nim czułam sie bezpiecznie. Doszliśmy do jego domu. Był duży i śliczny. Na skrzynce pocztowej zobaczyłam napis Tomlinson, wiec pewnie tak ma na nazwisko. Zaczęło padać coraz mocniej.
- Witaj w moich skromnych progach.
- Do skromnych to one raczej nie należą.
Zaśmiał sie cicho i wszedł za mną do domu. W środku był jeszcze piękniejszy niż na zewnątrz. W kuchni krzątała sie jakaś kobieta. Gdy usłyszała trzaskanie drzwi, przybiegła do przedpokoju.
- No nareszcie wróciłeś Lou. Gdzieś był? - w tym momencie spojrzała na mnie - Jeju dziecko, jak ty wyglądasz? Chodź kochanie, zaraz pokarze ci łazienkę. Jesteś strasznie zziębnięta. Lou daj jej jakieś ubrania. Łazienka jest do twojej dyspozycji skarbie. Jak będziesz czegoś potrzebowała to wołaj.
- Ale nie trzeba. Ja powinnam wracać do domu - było mi strasznie wstyd, ze ktoś widzi mnie w takim stanie.
- Ale nie ma mowy. Biegiem do łazienki, juz.
Louis, bo tak miał na imię chłopak przyniósł mi ubrania. Wiedziałam, ze nie dadzą za wygraną, wiec udałam sie do łazienki. Ściągnęłam mokre ubrania, wzięłam gorący prysznic i dokładnie umyłam włosy. Gdy skończyłam kąpiel przebrałam sie w czyste rzeczy, które dostałam od Louisa, a swoje rozwiesiłam na suszarce. Wysuszyłam włosy i gotowa wyszłam z łazienki. Weszłam do salonu.
-Siadaj na kanapie, a Louis za chwile przyniesie ci czekoladę.
-Dziękuje pani za wszystko.
-Mów mi Jo, albo Joannah.
-Dobrze, wiec dziękuję Jo.
-Nie masz za co.
-Przepraszam, nawet sie nie przedstawiłam. Jestem Alex Feelse.
Uśmiechnęłam sie do Jo. Do salonu wszedł Louis.
-Proszę, twoja czekolada Alex.
-Dziękuję Lou.
-To ja was zostawię samych. Jutro rano do pracy, wiec muszę sie wyspać.
-Ja też za chwile będę wracać.
-W taki deszcz? Nie ma mowy.
-Nie chce sprawiać kłopotu Jo.
-Ale to żaden kłopot.
-Zostań na dzisiejsza noc, a jutro rano zawiozę cię do domu - chłopak spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami. Nie potrafiłam mu odmówić, przecież uratował mi życie.
-No dobrze, zostanę.
-Jeśli chciałabyś powiadomić rodziców, to telefon jest do twojej dyspozycji. Dobranoc.
-Dobranoc Jo.
-Dobranoc mamo.
Joannah poszła na górę. Po jej słowach posmutniałam. Jest taka troskliwa, dokładnie tak samo jak moja mama. Łzy znowu zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie mam kogo informować, nawet nie mam po co wracać. Lou zauważył moje łzy i otarł je z moich policzków.
-Co sie stało? Chcesz zadzwonić do rodziców?
-Tam gdzie oni są raczej nie da sie zadzwonić.
-Przepraszam.
-Nie przepraszaj, nie wiedziałeś.
-Czy mogę ci zadać jeszcze jedno pytanie? - Lou przysunął sie do mnie i spojrzał mi w oczy swoimi błękitnymi i głębokimi jak ocean oczami.
-Jasne, pytaj o co chcesz.
-Czy to dlatego chciałaś popełnić samobójstwo?
-Tak. Posłuchaj, ja juz nie mam nikogo. Codziennie przesiaduje w dużym pustym domu. Pomimo, ze od śmierci rodziców minęły juz dwa miesiące, ja ciągle czuje ich obecność w naszym domu. Ta cisza i samotność mnie przytłacza. Nie mogłam juz tego dłużej wytrzymać, wiec postanowiłam ze sobą skończyć.
-Wiesz, ze to głupota?
-Tak, ale byłam naprawdę załamana i nie myślałam tak o tym. Dlaczego mi pomogłeś? Dlaczego sie mną zainteresowałeś? Każdy normalny człowiek przeszedłby obok i nawet nie spojrzał w moja stronę.
-Widocznie nie jestem normalny. Jak widzisz, mieszkam tylko z mama. W tamtym roku moi rodzice rozwiedli się. Byłem załamany, bo ojciec był alkoholikiem i ciągle kłócił sie z mama i bił ją. Nie było dnia bez awantury. Wiedziałem, ze muszę wspierać mamę i pomagać jej. Razem udało nam sie przetrwać te trudne chwile. Teraz we dwoje jest nam dobrze.
- Twoja mama jest bardzo mila.
- Jest cudowna kobietą. Bardzo ja kocham.
- To widać. - uśmiechnęłam sie do niego, był taki miły.
- Widzę, że jesteś zmęczona. Chodź, pokaże ci twój pokój.
- Dziękuję nie mam pojęcia jak ci sie odwdzięczę.
-Wystarczy mi twój uśmiech.
Poczułam, ze delikatnie sie rumienię. Poszłam za Louisem na górę. Chłopak wskazał mi pokój i łazienkę, a następnie przyniósł mi świeży ręcznik, koszulkę i luźne spodenki.
- Jakbyś czegoś potrzebowała to jestem w pokoju obok.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję.
- Polecam sie na przyszłość. Dobranoc.
- Dobranoc.
Lou wyszedł z pokoju i zostawił mnie samą. Poszłam do łazienki, wykąpałam sie i przebrałam w prowizoryczna piżamę. Wróciłam do pokoju i położyłam sie spać.
Następnego dnia obudziły mnie cieple promienie słońca wdzierające sie do pokoju przez lekko uchylone firanki. Dziwne. Londyn, październik i słońce? To sie zdarza naprawdę rzadko. Podeszłam do okna i otworzyłam je. Wystawiłam głowę na zewnątrz i wciągnęłam świeże, wilgotne powietrze. Czułam sie dużo lepiej niż wczoraj. Chyba nie mogę dłużej zostać w moim domu. Rodzice zostawili mi wszystkie swoje pieniądze, których mało nie jest, ale te zapasy po pewnym czasie sie skończą, a nawet gdybym pracowała cale dnie i noce nie będę w stanie utrzymać domu i siebie. Będę musiała go sprzedać i kupić jakieś małe mieszkanie. Ale mam na to jeszcze trochę czasu. Zeszłam na dół. Było dość wcześnie, ale Joanny juz nie było, a Lou pewnie jeszcze spal. Poszłam po swoje rzeczy, które rozwiesiłam wczoraj w łazience na dole. Umyłam sie i przebrałam w swoje ubrania. Gdy byłam juz gotowa wyszłam, a w kuchni zobaczyłam krzątającego sie Louisa.
- Dzień dobry Alex. Widzę, ze dzisiaj jesteś w dobrym humorze i proszę nawet sie uśmiechasz.
- Dzień dobry Lou. Tak dzisiaj jest o niebo lepiej.
- Może to ja na ciebie tak działam... - uśmiechnął sie i puścił mi oczko
- No nie wiem, nie wiem - odwzajemniłam uśmiech.
- Na co masz ochotę? - powiedział zaglądając do lodówki
- Hmm, a co proponujesz?
- Może naleśniki?
- Jestem za.
- To bierzmy sie do roboty.
Lou wyciągnął wszystkie składniki na blat. Louis wziął make do ręki i sypnął mi nią w twarz.
- O nie Tomlinson! Przegiąłeś!
- Słucham? Przecież to był wypadek - powiedział robiąc minę niewiniątka - przecież nigdy bym tego nie zrobił specjalnie.
Uśmiechnęłam sie pod nosem i chwyciłam cala garść mąki. Podeszłam do chłopaka.
- Wiesz co, masz rację. Przepraszam. Misiek na zgodę?
Gdy Lou chciał sie przytulić sypnęłam mu cala garścią mąki w twarz. Jego mina w tym momencie była bezcenna.
- Ups, to było niechcący - powiedziałam z zadziornym uśmieszkiem.
- Koniec! Już po tobie mała!
Zaczęła sie nasza bitwa na mąkę, która później przemieniła sie w prawdziwa wojnę. Po chwili do amunicji doszły jeszcze jajka. Wasza wojna zakończyła sie, gdy brakło jajek i maki. Wyglądaliśmy okropnie, szczególnie z żółtkami spływającymi po naszych włosach.
- Jeszcze trochę mleka i na patelnię - powiedział Lou strzepując make z twarzy.
- Tak i powstanie nowa potrawa o nazwie idioci w cieście naleśnikowym.
- Myślę, ze chętnie bym zjadł coś takiego.
Spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem.
- Teraz przez ciebie znowu nie mam sie w co ubrać.
- Chodź na gore, pożyczę ci coś.
Poszłam do jego pokoju, wzięłam ubrania i poszłam sie umyć. Lou zrobił to samo. Umyci i przebrani poszliśmy posprzątać kuchnie i usmażyć w końcu te naleśniki. Tym razem obeszło sie bez bitwy. Usiedliśmy do stołu i zabraliśmy sie za jedzenie. Po skończonym posiłku przenieśliśmy sie na kanapę. Chwile siedzieliśmy w milczeniu, ale po chwili postanowiłam sie odezwać.
- Pojedziemy na chwilkę do mnie? Chciałabym sie przebrać, a później porywam cię na cały dzień.
- No dobrze. To jedziemy.
Lou wziął kluczyki z szafki, otworzył mi drzwi wejściowe i puścił przodem. Następnie zamknął dom i skierowaliśmy sie w stronę auta. Otworzył mi drzwi od strony pasażera, a sam usiadł za kierownicą. Zapięliśmy pasy i ruszyliśmy. Lou włączył radio, którego dźwięki przerwały niezręczna ciszę. Po 10 minutach dojechaliśmy pod mój dom. Okazało sie, ze mieszkamy całkiem niedaleko od siebie. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do mojego domu. Nalałam Louisowi soku i wysypałam trochę ciasteczek na talerzyk.
- Proszę, częstuj się. Ja idę sie przebrać i za chwile wracam. Czuj sie jak u siebie.
Pobiegłam szybko do pokoju i przebrałam sie w jeansowe rurki, czarne trampki, czarną koszulkę i granatowa, ciepła bluzę. Gotowa zbiegłam po schodach na dół. Lou chodził po domu i oglądał zdjęcia.
- To ty? - spytał pokazując palcem na zdjęcie
- Tak, miałam wtedy 5 lat. Wtedy życie bylo piękne.
- A to twoi rodzice? - spytał pokazując zdjęcie z Hiszpanii
- Tak. Zrobiliśmy to zdjęcie tydzień przed wypadkiem, w moje urodziny.
- Przykro mi.
- Ostatnie najpiękniejsze chwile z rodzicami w gorącej Hiszpanii.
- Jesteś bardzo podobna do mamy.
- Wszyscy mi to mówią.
Uśmiechnął sie delikatnie i oglądał jeszcze zdjęcia.
- To co dasz sie porwać?
- Hmm...jeśli sie zgodzę to nie będzie to porwanie.
- No tak, racja. Dawaj kluczyki i wsiadaj do auta.
- Co?
- Porywam cię.
- A masz prawko?
- A mam. Dasz te kluczyki czy mam wziąć swoje auto?
- A możemy sie przejść?
- No dobrze. To chodźmy.
Wyszliśmy z domu. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyliśmy w stronę parku. W tym roku jesień była wyjątkowo piękna. Poszliśmy w stronę stawu nad który przychodziłam z tata gdy byłam mała. Usiedliśmy na brzegu i wpatrywaliśmy sie w tafle jeziorka.
- Jak wtedy mówiłaś, ze zostałaś sama i nie masz nikogo to rzeczywiście mówiłaś prawdę.
- Tak.
- A rodzina? Przyjaciele?
- Najbliższa rodzina mieszka w Ameryce, a przyjaciół nigdy nie miałam.
- Jak to?
- To znaczy zawsze byłam otoczona masą ludzi i byłam jedna z najpopularniejszych dziewczyn w szkole, ale to nie byli przyjaciele. Ci ludzie kręcili sie przy mnie tylko dla popularności i ze względu na pieniądze. Nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół. Wszyscy byli fałszywi.
- To smutne, ale teraz chyba juz masz przyjaciela?
- Może powiesz mi kto to taki - uśmiechnęłam sie do niego zadziornie
- Taki jeden, Louis Tomlinson.
- Chyba nie kojarzę. Więcej szczegółów proszę- droczyłam sie z nim dalej
- Uratował śliczna dziewczynę, która postanowiła mu zaufać, taka jedna Alex Feelse.
- Hmm...dziewczynę kojarzę, ale chłopaka chyba nie znam.
- Oj no weź Alex.
- Czekaj, czekaj, coś mi świta. Juz wiem kim jest ten Louis Tomlinson. To przecież ten idiota z którym toczyłam dzisiaj rano wojnę na mąkę i jajka.
- Idiota?
- Tak, idiota i cudowny przyjaciel, który potrafi zdobyć zaufanie dziewczyny w jakieś 5 minut.
- Czyli jesteśmy przyjaciółmi?
- Myślę, ze tak. Nikomu wcześniej nie potrafiłam zaufać. Wszyscy chcieli tylko popularności i drogich prezentów. Z nikim nie rozmawiało mi sie tak dobrze.
- Znamy sie od wczoraj, a ja czuję, jakby to było kilka dobrych lat.
- Ja też. Chodź, pokaże ci piękne miejsce.
Złapałam Louisa za rękę i pociągnęłam za sobą. Szliśmy jakieś pół godziny, ale milo spędziliśmy ten czas. Lou co chwile sie wygłupiał, albo opowiadał jakiś kawal. Brzuch bolał mnie od ciągłego śmiania się. Bardzo przypominał mi z charakteru mojego tatę. Na pewno przypadli by sobie do gustu. Nasze mamy też by sie polubiły. Szkoda, ze nigdy sie nie poznają. Doszliśmy na miejsce, a mianowicie na polane na wzgórzu. Weszliśmy na sam szczyt i usiedliśmy na trawie.
- Ślicznie tu - powiedział patrząc przed siebie.
- Poczekaj do wieczora, wtedy jest tu jeszcze ładniej.
- Skąd znasz to miejsce?
- Jak byłam mała, w każdą niedziele przyjeżdżałam tu z rodzicami na piknik. To była taka nasza tradycja. Gdy było jeszcze jasno, patrzyliśmy w chmury i mówiliśmy co nam przypominają. Pamiętam ile śmiechu przy tym było. Mój tata zawsze widział jakieś postacie z bajek, albo niestworzone rzeczy. Gdy robiło sie ciemno patrzyliśmy na Londyn. Widok jest tu lepszy niż z London Eye. Widać wszystko. Mama zawsze pokazywała mi różne gwiazdozbiory. No dobra nie będę cię juz zanudzać.
- Wcale mnie nie zanudzasz. Miałaś wspaniałych rodziców. Wiesz co powiem ci coś. Dopóki ty będziesz ich kochać oni zawsze będą z tobą, o tutaj, w twoim sercu i nigdy nie przestana cię kochać.
- Moja mama zawsze mówiła, ze jeśli raz pokochasz jakąś osobę to ona pozostawi w twoim sercu ślad i juz na zawsze w nim będzie.
- Moja mama mówi dokładnie to samo.
- Jest juz po 16. Chodźmy coś zjeść.
- Dobrze, ale wrócimy tu na zachód słońca?
- Jeśli sie pospieszymy.
- To chodź szybko!
Lou złapał mnie za rękę i zbiegliśmy ze wzgórza. Poszliśmy w stronę najbliższej knajpki i szybko coś zjedliśmy. Po skończonym posiłku chwile kłóciliśmy sie kto ma zapłacić. W końcu ustaliliśmy, ze zapłacimy po połowie. Zostawiliśmy pieniądze i pobiegliśmy na nasze wzgórze. Chwila, nasze? Nie wiem czemu to powiedziałam, ale niech tak juz zostanie. Nasze wzgórze. Zdążyliśmy idealnie na zachód słońca.
- Miałaś racje, ze teraz jest dużo ładniej. Widać tu cały Londyn, a słońce chowa sie w Tamizie.
- Niedługo będzie całkiem ciemno, wracamy?
- No dobrze. Przyjdziemy tu jeszcze kiedyś?
- Jasne. Widzę, ze ci sie tu spodobało.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Wróciliśmy do mojego domu, ponieważ Lou miał tu auto.
- No cóż, trzeba sie pożegnać. - powiedziałam i spojrzałam na niego
- Zobaczymy sie jutro?
- Jasne. To do jutra.
- Dobranoc Alex.
- Dobranoc Lou.
Przysunął sie do mnie i delikatnie pocałował w policzek. Patrzyłam na jego oddalają a sie sylwetkę, a później na odjeżdżające auto. Po chwili ocknęłam sie i weszłam do domu. Opadłam na kanapę. Nie wiem co się ze mną dzieje. Dziwnie sie czuje. Chyba...chyba sie zakochałam. On jest niesamowity. Wczoraj chciałam sie zabić, a dzisiaj chce żyć chociażby tylko dla niego. Nie mam pojęcia jak on to zrobił, ale w jeden dzień zawrócił mi w głowie. Przykryłam sie kocem i zasnęłam.
Od tego wydarzenia minęły dwa miesiące. Ziemie przykrył biały puch. Zbliżały sie święta, które pewnie spędzę sama. Przez cały ten czas codziennie spotykałam sie z Lou. Staliśmy sie nierozłączni. Wiedzieliśmy o sobie wszystko, tak jak byśmy znali się od dziecka. Z dnia na dzień coraz bardziej sie w nim zakochiwałam, ale nie wiem czy on czuje to samo. Poczekam jeszcze trochę i zaryzykuje. Ubrałam sie ciepło i pojechałam do Louisa. Mieliśmy razem iść pooglądać mieszkanie dla mnie. Miałam pięć propozycji. Dojechałam pod jego dom i zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mi Jo.
- Dzień dobry Jo.
- Witaj Alex. Louis, Alex do ciebie! Wchodź do środka i siadaj. Chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję. Ja tylko na chwilkę. Louis pomoże mi wybrać mieszkanie.
- Przecież masz dom.
- Tak, ale jest strasznie duży. Nie zdołam go utrzymać. Muszę kupić coś mniejszego, albo wyląduje pod mostem.
- Zawsze możesz zamieszkać z nami.
- Nie mogłabym. Już i tak za często tu przesiaduje. Nie chce ci sprawiać kłopotów Jo.
- Przestań Alex. Jesteś dla mnie jak córka. Od czasu rozwodu Louis nigdy nie był taki szczęśliwy, a teraz chodzi cały zaś uśmiechnięty i radosny. Obiecaj mi, ze pomyślisz nad tym.
- No dobrze, obiecuje.
Po schodach zszedł Lou.
- Przepraszam, ze tak długo. Juz możemy jechać.
- Nic sie nie stało. Dowodzenia Jo.
- Część, powodzenia.
- Dziękuję.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do mojego auta. Zaczęliśmy oglądać mieszkania, ale żadne nie podobało sie ani mi ani Louisowi. Jedno było za małe, kolejne za duże, jeszcze inne wymagało dużego remontu, kolejne miało nieciekawa okolice i głośnych sąsiadów. Ostatnie miejsce było na obrzeżach miasta. Był stamtąd piękny widok. Mieszkanie było bardzo ładne. Nie miałam żadnych zastrzeżeń oprócz jednego. Było tak daleko od Louisa. Nie wiem czy chce mieszkać tak daleko od niego. Muszę sie jeszcze nad tym zastanowić. Wzięłam numer telefonu od właściciela mieszkania i powiedziałam, ze jeszcze sie zastanowię. Wróciliśmy do domu Louisa. Zmęczeni usiedliśmy na kanapie.
- To ostatnie mieszkanie było całkiem ładne. Nie podobało ci sie?
- Podobało mi sie, ale nie mogę zbyt pochopnie podejmować decyzji. Jeszcze sie zastanowię. Może znajdę coś ładniejszego.
- Dlaczego nie zamieszkasz u nas?
- Nie chce sprawiać kłopotów.
- Oj proszę cię Alex. Ty i kłopoty.
- Po prostu nie chce was obciążać kosztami. Obiecałam twojej mamie, ze sie nad tym zastanowię.
- Czyli ona też ci to proponowała?
- Tak, dzisiaj jak czekałam na ciebie.
- Bardzo cię polubiła.
- Ja ja też.
W tym momencie przysiadła sie do nas Jo i dołączyła do rozmowy.
- I jak poszło? Znaleźliście coś ładnego?
- Jedno mieszkanie mi sie podobało, ale muszę sie jeszcze zastanowić. Było tak daleko od was. Jestescie dla mnie jak rodzina. Tak wiele wam zawdzięczam.
- Ty dla nas też Alex - powiedział Lou patrząc mi w oczy.
- I dlatego uważam, ze powinnaś z nami zamieszkać - powiedziała Jo
- Ja nie wiem, czy to jest dobry pomysł.
- Oczywiście, ze jest Alex.
- Bardzo cię polubiłam i juz mówiłam, ze jesteś dla mnie jak córka.
- Alex proszę zgódź sie - Louis popatrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami
- Jesteście pewni, ze tego chcecie?
- Oczywiście, ze tak - tym razem powiedziała Jo
- No dobrze, ale będę płacić swoja część czynszu i zakupów.
- Jeśli chcesz. Tak bardzo sie cieszę, ze sie zgodziłaś. Święta są za tydzień, wiec mam nadzieje, ze damy rade załatwić przeprowadzkę - powiedziała uśmiechnięta Jo
- Najlepiej zaczynać juz teraz - powiedział podekscytowany Louis - spakuj dzisiaj trochę rzeczy, a ja jutro po nie przyjadę i zajmę sie urządzeniem twojego pokoju.
- Louis, nie trzeba. Juz i tak dużo dla mnie zrobiliście.
- Bez gadania. Przecież nie będziesz spala na kanapie. Jestem twoim przyjacielem czy nie.
- Oj jesteś, jesteś. Jest juz późno. Będę wracać. Dobranoc Louis. Dobranoc Jo.
- Dobranoc Alex.
- Dobranoc mała. Nie zapomnij sie spakować.
- Nie zapomnę. Dziękuję wam jeszcze raz.
Wyszłam z domu, który za kilka dni będzie również mój. Wsiadłam do auta i wróciłam do siebie. Wbiegłam do domu i zamówiłam na jutro samochód przeprowadzkowy, który miał zabrać meble. W garażu znalazłam jakieś pudla, do których pochowałam książki i różne ozdoby i cenne drobiazgi oraz część ubrań. Do kolejnych pudel wrzuciłam albumy i zdjęcia, które rozstawione były w całym domu. Większość rzeczy miałam juz spakowane. Poszłam sie umyć i położyłam spać.
Następnego dnia rano przyjechał Louis i firma przeprowadzkowa. Do auta Lou spakowałam kartony, a pracownicy zajęli sie meblami i sprzętem elektronicznym. Gdy wszystko co do tej pory spakowałam było juz w autach, Louis i pracownicy pojechali do domu chłopaka. Weszłam na laptopa i dałam ogłoszenie w internecie, ze sprzedam dom oraz samochód, ponieważ dwa nie były mi potrzebne. Reszta dnia minęła mi na pakowaniu kolejnych rzeczy. Kilka razy próbowałam dodzwonić sie do Louisa, ale nie odbierał. Napisał tylko, ze jest zajęty moim pokojem i jak wszystko dobrze pójdzie, to pojutrze będę mogła sie wprowadzić. Byłam zdumiona, ze tak szybko uda mu sie to załatwić. Widzę, ze naprawdę mu zależy. W końcu nadszedł dzień przeprowadzki. Znalazłam kupca na auto i dom. W domu nie było juz prawie żadnych rzeczy. Część sprzedałam, część wzięłam ze sobą, a meble zostały na wyposażeniu domu. Tylko mój pokój był całkowicie pusty. Na koniec zostały mi drobiazgi z sypialni rodziców. Spakowałam je do ostatniego pudla. Po chwili przyjechał przyszły właściciel domu, który kupił również samochód. Dałam mu kluczyki od auta i wszystkie klucze od domu, garażu i pokoi. Ostatni raz przeszłam sie po miejscu, w którym sie wychowałam i zajrzałam w każdy zakątek, żeby zapamiętać wszystkie szczegóły. Stanęłam przed wejściowymi drzwiami i pożegnałam sie z nowym właścicielem. Spakowałam ostatnie pudla do bagażnika i wsiadłam do auta. Spojrzałam jeszcze raz na budynek i szepnęłam żegnaj domku. Odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę nowego miejsca zamieszkania. Czułam sie jakbym zamykała pewien etap w moim życiu i rozpoczynała nowy, który miał być całkiem inny niż poprzedni. Po dziesięciu minutach dojechałam pod nowy dom, który jednak nie był taki nowy, ponieważ od czasu kiedy poznałam Louisa spędzałam tu bardzo dużo czasu. Wyciągnęłam pudla z bagażnika i ruszyłam w stronę drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem i otworzyła mi Joannah.
- Witaj w domu Alex. Wiesz, ze nie musisz dzwonić do drzwi, teraz to również twój dom.
- Nadal nie mogę w to uwierzyć.
- Idź na gore zobacz swój nowy pokój. Będziesz wiedziała który to.
- Dziękuję ci Jo.
Przytuliłam ja mocno i wzięłam kartony na gore. Weszłam na piętro i rozejrzałam się. Gdy Popatrzyłam w prawo zobaczyłam lekko uchylone drzwi. Pomyślałam, ze to pewnie mój pokój, wiec ruszyłam w tamta stronę. Otworzyłam szeroko drzwi, a moim oczom ukazał sie piękny, duży pokój pomalowany na kolor przypominający oczy Louisa. Były tu wszystkie moje meble i drobiazgi ze starego domu. Lou wspaniale to wymyślił. Pokój wyglądał ślicznie. Spojrzałam na ścianę nad łóżkiem. Był tam namalowany duży napis, a mianowicie "Live life for the moment, because everything else is uncertain". To co Lou dla mnie zrobił było niesamowite. Odłożyłam na podłogę pudelka, które trzymałam. Podbiegłam do niego i przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. Łzy leciały mi po policzkach.
- Witaj w domu Alex.
- Dziękuję ci za wszystko Lou. Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego mogłam sobie wymarzyć. Nie zasługuje na to wszystko.
- Oczywiście, ze zasługujesz. Zostawię cię samą. Rozpakuj sie do końca.
Gdy wychodził z pokoju pocałowałam go jeszcze w policzek. Zostałam sama. Rozpakowywałam ubrania i pozostałe rzeczy. Zdjęcia przysiędze jutro bo dzisiaj juz nie mam siły. Byłam strasznie zmęczona. Rzuciłam sie na łóżko. Patrzyłam na napis nad nim i zastanawiałam sie, czy Louis nie chciał mi przez te słowa czegoś powiedzieć. Byłam strasznie zmęczona całym dniem i nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.
Po kilku dniach nadeszły święta. Od rana trwały ostatnie przygotowania. Dom i choinkę dekorowaliśmy wczoraj, wiec to mieliśmy z głowy. Zostały nam do przygotowania ostatnie potrawy. Prezenty dla Jo i rodziny Tomlinson miałam juz kupione, dla Louisa również, ale umówiłam sie z przyjacielem mojego taty, ze go przywiezie, bo nie chciałam, żeby Lou zobaczył go wcześniej. Po około godzinie zjechała sie cala rodzina Tomlinson. Trochę głupio sie czułam. Trochę jakbym była nieproszonym gościem, ale Lou dodawał mi otuchy co chwile sie uśmiechając. Przywitałam sie ze wszystkimi i przedstawiłam. Usiedliśmy w salonie na kanapie. Każdy opowiadał co u niego. Przypominały mi sie święta z cala moja rodzina. Gdy na dworze zrobiło sie ciemno wzięłam młodsze kuzynki Louisa na dwór w celu szukania pierwszej gwiazdki. Miały po siedem lat i były bliźniaczkami. Jedna z nich miała na imię Lotti, a druga Fizzy. Pamiętam, ze gdy byłam w ich wieku zawsze szukałam gwiazdki z dziadkiem. Ubrałyśmy sie ciepło i wyszłyśmy. Dziewczynki były rozkoszne.
- Ja pierwsza zobaczę gwiazdkę.
- Nie prawda bo ja! - krzyczały jedna przez drugą
Biegały po całym podwórku patrząc w niebo, ale nigdzie nie było gwiazdki.
- Alex, a co jeśli nie znajdziemy gwiazdki? - zapytała Fizzy
- Czy wtedy nie będzie świat? - dopytywała sie Lotti
- Oczywiście, ze będą święta. Wiecie gdzie zawsze pojawia sie gwiazdka? - polowały przecząco głowami - popatrzcie tam - wskazałam palcem na gwiazdkę, która świeciła tuż ponad dachem domu.
mogła z nimi porozmawiać, ale najbardziej boli to, ze już nigdy nie będę mogła powiedzieć im jak bardzo ich kocham. Łzy poleciały mi po policzkach. Myślałam, ze to minie, ze sie z tym pogodzę, ale nic z tego. Nie mogę juz wytrzymać. Wszystko przypomina mi rodziców. Każdy krok w tym domu sprawia mi coraz większy ból. Gdy wstaje, codziennie rano to krzyczę: Zrobić wam kawę? Ale nikt nie odpowiada i juz nigdy nie odpowie. Podeszłam do zdjęcia, które stało na komodzie. Zrobiliśmy je tydzień przed wypadkiem. Byliśmy wtedy na wakacjach w Hiszpanii. Wszyscy staliśmy przytuleni i uśmiechnięci. Było nam razem tak dobrze. Dlaczego los postanowił mi ich zabrać? Nie mogę juz tak dłużej żyć. Wyszłam z domu i ruszyłam w stronę Tower Bridge. Była juz pierwsza w nocy. Idealna pora. Nikt o tej godzinie tędy nie przechodzi, wiec nikt nie może mi przeszkodzić. Stanęłam na murku mostu. No dalej Alex. Nie sprawisz nikomu przykrości. Nie masz juz nikogo, wiec nikt nie będzie cierpiał po twojej stracie. Tylko jeden krok dzielił mnie od spotkania z rodzicami, ze wszystkimi bliskimi. Zamknęłam oczy, a łzy leciały mi po policzkach jak szalone. Juz miałam skakać, gdy nagle ktoś sie odezwał.
- Piękną mamy dziś noc, prawda? Londyn jest naprawdę śliczny o tej porze roku. Ten lekki wiaterek i Tamiza. Ślicznie oświetlone London Eye i Big Ben. Te wszystkie widoki sprawiają, ze naprawdę chce sie żyć.
Ten koleś jest jakiś dziwny. Nie zauważyłam wcześniej, żeby ktokolwiek tu był. Stoję na moście i chce popełnić samobójstwo, a on podchodzi i podziwia widoki. W sumie to ma racje. Dzisiaj jest naprawdę ładnie. No dobra Alex weź sie w garść i skacz w końcu. Chciałam ostatni raz spojrzeć na moje miasto. Odwróciłam sie, a ten chłopak stal teraz obok mnie.
- Trochę tu wysoko. No trudno. To jak skaczemy?
-Ze co proszę?
-Chyba nie podziwiasz Londynu z takiej perspektywy. Lepszy widok jest z London Eye.
- Bawi cię cala ta sytuacja, prawda? Ty nic nie rozumiesz! Ja muszę skoczyć! Juz i tak nie mam dla kogo żyć! - krzyczałam, a glos mi sie łamał.
- W takim razie daj rękę. Jak skoczymy razem to będzie nam raźniej. Będę zaszczycony, ze mogłem zginąć z taka piękna dziewczyną.
W tej chwili coś we mnie pękło. Co ja wyprawiam? Rodzice by tego nie chcieli. Nie byli by szczęśliwi, ze to zrobiłam. Zaczęłam płakać jeszcze mocniej, a wraz ze mną niebo.
- Już dobrze, jestem przy tobie. - przytulił mnie mocno i ściągnął z murka - Chodź, zabiorę cię do siebie. Okropnie zmarzłaś i zaczęło padać.
Ściągnął swoja kurtkę, okrył mnie nią i mocno przytulił. Padało coraz bardziej i zaczął wiać mocny wiatr, przez ktory bylo jeszcze zimniej. Do domu chłopaka było niedaleko, jakieś dziesięć minut drogi. Nie wiem dlaczego zgodziłam sie z nim pójść, przecież wcale go nie znam, nie wiem nawet jak ma na imię. Postanowiłam mu zaufać, przecież i tak nie mam nic do stracenia, a tylko dzięki niemu nadal żyję. Przy nim czułam sie bezpiecznie. Doszliśmy do jego domu. Był duży i śliczny. Na skrzynce pocztowej zobaczyłam napis Tomlinson, wiec pewnie tak ma na nazwisko. Zaczęło padać coraz mocniej.
- Witaj w moich skromnych progach.
- Do skromnych to one raczej nie należą.
Zaśmiał sie cicho i wszedł za mną do domu. W środku był jeszcze piękniejszy niż na zewnątrz. W kuchni krzątała sie jakaś kobieta. Gdy usłyszała trzaskanie drzwi, przybiegła do przedpokoju.
- No nareszcie wróciłeś Lou. Gdzieś był? - w tym momencie spojrzała na mnie - Jeju dziecko, jak ty wyglądasz? Chodź kochanie, zaraz pokarze ci łazienkę. Jesteś strasznie zziębnięta. Lou daj jej jakieś ubrania. Łazienka jest do twojej dyspozycji skarbie. Jak będziesz czegoś potrzebowała to wołaj.
- Ale nie trzeba. Ja powinnam wracać do domu - było mi strasznie wstyd, ze ktoś widzi mnie w takim stanie.
- Ale nie ma mowy. Biegiem do łazienki, juz.
Louis, bo tak miał na imię chłopak przyniósł mi ubrania. Wiedziałam, ze nie dadzą za wygraną, wiec udałam sie do łazienki. Ściągnęłam mokre ubrania, wzięłam gorący prysznic i dokładnie umyłam włosy. Gdy skończyłam kąpiel przebrałam sie w czyste rzeczy, które dostałam od Louisa, a swoje rozwiesiłam na suszarce. Wysuszyłam włosy i gotowa wyszłam z łazienki. Weszłam do salonu.
-Siadaj na kanapie, a Louis za chwile przyniesie ci czekoladę.
-Dziękuje pani za wszystko.
-Mów mi Jo, albo Joannah.
-Dobrze, wiec dziękuję Jo.
-Nie masz za co.
-Przepraszam, nawet sie nie przedstawiłam. Jestem Alex Feelse.
Uśmiechnęłam sie do Jo. Do salonu wszedł Louis.
-Proszę, twoja czekolada Alex.
-Dziękuję Lou.
-To ja was zostawię samych. Jutro rano do pracy, wiec muszę sie wyspać.
-Ja też za chwile będę wracać.
-W taki deszcz? Nie ma mowy.
-Nie chce sprawiać kłopotu Jo.
-Ale to żaden kłopot.
-Zostań na dzisiejsza noc, a jutro rano zawiozę cię do domu - chłopak spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami. Nie potrafiłam mu odmówić, przecież uratował mi życie.
-No dobrze, zostanę.
-Jeśli chciałabyś powiadomić rodziców, to telefon jest do twojej dyspozycji. Dobranoc.
-Dobranoc Jo.
-Dobranoc mamo.
Joannah poszła na górę. Po jej słowach posmutniałam. Jest taka troskliwa, dokładnie tak samo jak moja mama. Łzy znowu zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie mam kogo informować, nawet nie mam po co wracać. Lou zauważył moje łzy i otarł je z moich policzków.
-Co sie stało? Chcesz zadzwonić do rodziców?
-Tam gdzie oni są raczej nie da sie zadzwonić.
-Przepraszam.
-Nie przepraszaj, nie wiedziałeś.
-Czy mogę ci zadać jeszcze jedno pytanie? - Lou przysunął sie do mnie i spojrzał mi w oczy swoimi błękitnymi i głębokimi jak ocean oczami.
-Jasne, pytaj o co chcesz.
-Czy to dlatego chciałaś popełnić samobójstwo?
-Tak. Posłuchaj, ja juz nie mam nikogo. Codziennie przesiaduje w dużym pustym domu. Pomimo, ze od śmierci rodziców minęły juz dwa miesiące, ja ciągle czuje ich obecność w naszym domu. Ta cisza i samotność mnie przytłacza. Nie mogłam juz tego dłużej wytrzymać, wiec postanowiłam ze sobą skończyć.
-Wiesz, ze to głupota?
-Tak, ale byłam naprawdę załamana i nie myślałam tak o tym. Dlaczego mi pomogłeś? Dlaczego sie mną zainteresowałeś? Każdy normalny człowiek przeszedłby obok i nawet nie spojrzał w moja stronę.
-Widocznie nie jestem normalny. Jak widzisz, mieszkam tylko z mama. W tamtym roku moi rodzice rozwiedli się. Byłem załamany, bo ojciec był alkoholikiem i ciągle kłócił sie z mama i bił ją. Nie było dnia bez awantury. Wiedziałem, ze muszę wspierać mamę i pomagać jej. Razem udało nam sie przetrwać te trudne chwile. Teraz we dwoje jest nam dobrze.
- Twoja mama jest bardzo mila.
- Jest cudowna kobietą. Bardzo ja kocham.
- To widać. - uśmiechnęłam sie do niego, był taki miły.
- Widzę, że jesteś zmęczona. Chodź, pokaże ci twój pokój.
- Dziękuję nie mam pojęcia jak ci sie odwdzięczę.
-Wystarczy mi twój uśmiech.
Poczułam, ze delikatnie sie rumienię. Poszłam za Louisem na górę. Chłopak wskazał mi pokój i łazienkę, a następnie przyniósł mi świeży ręcznik, koszulkę i luźne spodenki.
- Jakbyś czegoś potrzebowała to jestem w pokoju obok.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję.
- Polecam sie na przyszłość. Dobranoc.
- Dobranoc.
Lou wyszedł z pokoju i zostawił mnie samą. Poszłam do łazienki, wykąpałam sie i przebrałam w prowizoryczna piżamę. Wróciłam do pokoju i położyłam sie spać.
Następnego dnia obudziły mnie cieple promienie słońca wdzierające sie do pokoju przez lekko uchylone firanki. Dziwne. Londyn, październik i słońce? To sie zdarza naprawdę rzadko. Podeszłam do okna i otworzyłam je. Wystawiłam głowę na zewnątrz i wciągnęłam świeże, wilgotne powietrze. Czułam sie dużo lepiej niż wczoraj. Chyba nie mogę dłużej zostać w moim domu. Rodzice zostawili mi wszystkie swoje pieniądze, których mało nie jest, ale te zapasy po pewnym czasie sie skończą, a nawet gdybym pracowała cale dnie i noce nie będę w stanie utrzymać domu i siebie. Będę musiała go sprzedać i kupić jakieś małe mieszkanie. Ale mam na to jeszcze trochę czasu. Zeszłam na dół. Było dość wcześnie, ale Joanny juz nie było, a Lou pewnie jeszcze spal. Poszłam po swoje rzeczy, które rozwiesiłam wczoraj w łazience na dole. Umyłam sie i przebrałam w swoje ubrania. Gdy byłam juz gotowa wyszłam, a w kuchni zobaczyłam krzątającego sie Louisa.
- Dzień dobry Alex. Widzę, ze dzisiaj jesteś w dobrym humorze i proszę nawet sie uśmiechasz.
- Dzień dobry Lou. Tak dzisiaj jest o niebo lepiej.
- Może to ja na ciebie tak działam... - uśmiechnął sie i puścił mi oczko
- No nie wiem, nie wiem - odwzajemniłam uśmiech.
- Na co masz ochotę? - powiedział zaglądając do lodówki
- Hmm, a co proponujesz?
- Może naleśniki?
- Jestem za.
- To bierzmy sie do roboty.
Lou wyciągnął wszystkie składniki na blat. Louis wziął make do ręki i sypnął mi nią w twarz.
- O nie Tomlinson! Przegiąłeś!
- Słucham? Przecież to był wypadek - powiedział robiąc minę niewiniątka - przecież nigdy bym tego nie zrobił specjalnie.
Uśmiechnęłam sie pod nosem i chwyciłam cala garść mąki. Podeszłam do chłopaka.
- Wiesz co, masz rację. Przepraszam. Misiek na zgodę?
Gdy Lou chciał sie przytulić sypnęłam mu cala garścią mąki w twarz. Jego mina w tym momencie była bezcenna.
- Ups, to było niechcący - powiedziałam z zadziornym uśmieszkiem.
- Koniec! Już po tobie mała!
Zaczęła sie nasza bitwa na mąkę, która później przemieniła sie w prawdziwa wojnę. Po chwili do amunicji doszły jeszcze jajka. Wasza wojna zakończyła sie, gdy brakło jajek i maki. Wyglądaliśmy okropnie, szczególnie z żółtkami spływającymi po naszych włosach.
- Jeszcze trochę mleka i na patelnię - powiedział Lou strzepując make z twarzy.
- Tak i powstanie nowa potrawa o nazwie idioci w cieście naleśnikowym.
- Myślę, ze chętnie bym zjadł coś takiego.
Spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem.
- Teraz przez ciebie znowu nie mam sie w co ubrać.
- Chodź na gore, pożyczę ci coś.
Poszłam do jego pokoju, wzięłam ubrania i poszłam sie umyć. Lou zrobił to samo. Umyci i przebrani poszliśmy posprzątać kuchnie i usmażyć w końcu te naleśniki. Tym razem obeszło sie bez bitwy. Usiedliśmy do stołu i zabraliśmy sie za jedzenie. Po skończonym posiłku przenieśliśmy sie na kanapę. Chwile siedzieliśmy w milczeniu, ale po chwili postanowiłam sie odezwać.
- Pojedziemy na chwilkę do mnie? Chciałabym sie przebrać, a później porywam cię na cały dzień.
- No dobrze. To jedziemy.
Lou wziął kluczyki z szafki, otworzył mi drzwi wejściowe i puścił przodem. Następnie zamknął dom i skierowaliśmy sie w stronę auta. Otworzył mi drzwi od strony pasażera, a sam usiadł za kierownicą. Zapięliśmy pasy i ruszyliśmy. Lou włączył radio, którego dźwięki przerwały niezręczna ciszę. Po 10 minutach dojechaliśmy pod mój dom. Okazało sie, ze mieszkamy całkiem niedaleko od siebie. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do mojego domu. Nalałam Louisowi soku i wysypałam trochę ciasteczek na talerzyk.
- Proszę, częstuj się. Ja idę sie przebrać i za chwile wracam. Czuj sie jak u siebie.
Pobiegłam szybko do pokoju i przebrałam sie w jeansowe rurki, czarne trampki, czarną koszulkę i granatowa, ciepła bluzę. Gotowa zbiegłam po schodach na dół. Lou chodził po domu i oglądał zdjęcia.
- To ty? - spytał pokazując palcem na zdjęcie
- Tak, miałam wtedy 5 lat. Wtedy życie bylo piękne.
- A to twoi rodzice? - spytał pokazując zdjęcie z Hiszpanii
- Tak. Zrobiliśmy to zdjęcie tydzień przed wypadkiem, w moje urodziny.
- Przykro mi.
- Ostatnie najpiękniejsze chwile z rodzicami w gorącej Hiszpanii.
- Jesteś bardzo podobna do mamy.
- Wszyscy mi to mówią.
Uśmiechnął sie delikatnie i oglądał jeszcze zdjęcia.
- To co dasz sie porwać?
- Hmm...jeśli sie zgodzę to nie będzie to porwanie.
- No tak, racja. Dawaj kluczyki i wsiadaj do auta.
- Co?
- Porywam cię.
- A masz prawko?
- A mam. Dasz te kluczyki czy mam wziąć swoje auto?
- A możemy sie przejść?
- No dobrze. To chodźmy.
Wyszliśmy z domu. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyliśmy w stronę parku. W tym roku jesień była wyjątkowo piękna. Poszliśmy w stronę stawu nad który przychodziłam z tata gdy byłam mała. Usiedliśmy na brzegu i wpatrywaliśmy sie w tafle jeziorka.
- Jak wtedy mówiłaś, ze zostałaś sama i nie masz nikogo to rzeczywiście mówiłaś prawdę.
- Tak.
- A rodzina? Przyjaciele?
- Najbliższa rodzina mieszka w Ameryce, a przyjaciół nigdy nie miałam.
- Jak to?
- To znaczy zawsze byłam otoczona masą ludzi i byłam jedna z najpopularniejszych dziewczyn w szkole, ale to nie byli przyjaciele. Ci ludzie kręcili sie przy mnie tylko dla popularności i ze względu na pieniądze. Nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół. Wszyscy byli fałszywi.
- To smutne, ale teraz chyba juz masz przyjaciela?
- Może powiesz mi kto to taki - uśmiechnęłam sie do niego zadziornie
- Taki jeden, Louis Tomlinson.
- Chyba nie kojarzę. Więcej szczegółów proszę- droczyłam sie z nim dalej
- Uratował śliczna dziewczynę, która postanowiła mu zaufać, taka jedna Alex Feelse.
- Hmm...dziewczynę kojarzę, ale chłopaka chyba nie znam.
- Oj no weź Alex.
- Czekaj, czekaj, coś mi świta. Juz wiem kim jest ten Louis Tomlinson. To przecież ten idiota z którym toczyłam dzisiaj rano wojnę na mąkę i jajka.
- Idiota?
- Tak, idiota i cudowny przyjaciel, który potrafi zdobyć zaufanie dziewczyny w jakieś 5 minut.
- Czyli jesteśmy przyjaciółmi?
- Myślę, ze tak. Nikomu wcześniej nie potrafiłam zaufać. Wszyscy chcieli tylko popularności i drogich prezentów. Z nikim nie rozmawiało mi sie tak dobrze.
- Znamy sie od wczoraj, a ja czuję, jakby to było kilka dobrych lat.
- Ja też. Chodź, pokaże ci piękne miejsce.
Złapałam Louisa za rękę i pociągnęłam za sobą. Szliśmy jakieś pół godziny, ale milo spędziliśmy ten czas. Lou co chwile sie wygłupiał, albo opowiadał jakiś kawal. Brzuch bolał mnie od ciągłego śmiania się. Bardzo przypominał mi z charakteru mojego tatę. Na pewno przypadli by sobie do gustu. Nasze mamy też by sie polubiły. Szkoda, ze nigdy sie nie poznają. Doszliśmy na miejsce, a mianowicie na polane na wzgórzu. Weszliśmy na sam szczyt i usiedliśmy na trawie.
- Ślicznie tu - powiedział patrząc przed siebie.
- Poczekaj do wieczora, wtedy jest tu jeszcze ładniej.
- Skąd znasz to miejsce?
- Jak byłam mała, w każdą niedziele przyjeżdżałam tu z rodzicami na piknik. To była taka nasza tradycja. Gdy było jeszcze jasno, patrzyliśmy w chmury i mówiliśmy co nam przypominają. Pamiętam ile śmiechu przy tym było. Mój tata zawsze widział jakieś postacie z bajek, albo niestworzone rzeczy. Gdy robiło sie ciemno patrzyliśmy na Londyn. Widok jest tu lepszy niż z London Eye. Widać wszystko. Mama zawsze pokazywała mi różne gwiazdozbiory. No dobra nie będę cię juz zanudzać.
- Wcale mnie nie zanudzasz. Miałaś wspaniałych rodziców. Wiesz co powiem ci coś. Dopóki ty będziesz ich kochać oni zawsze będą z tobą, o tutaj, w twoim sercu i nigdy nie przestana cię kochać.
- Moja mama zawsze mówiła, ze jeśli raz pokochasz jakąś osobę to ona pozostawi w twoim sercu ślad i juz na zawsze w nim będzie.
- Moja mama mówi dokładnie to samo.
- Jest juz po 16. Chodźmy coś zjeść.
- Dobrze, ale wrócimy tu na zachód słońca?
- Jeśli sie pospieszymy.
- To chodź szybko!
Lou złapał mnie za rękę i zbiegliśmy ze wzgórza. Poszliśmy w stronę najbliższej knajpki i szybko coś zjedliśmy. Po skończonym posiłku chwile kłóciliśmy sie kto ma zapłacić. W końcu ustaliliśmy, ze zapłacimy po połowie. Zostawiliśmy pieniądze i pobiegliśmy na nasze wzgórze. Chwila, nasze? Nie wiem czemu to powiedziałam, ale niech tak juz zostanie. Nasze wzgórze. Zdążyliśmy idealnie na zachód słońca.
- Miałaś racje, ze teraz jest dużo ładniej. Widać tu cały Londyn, a słońce chowa sie w Tamizie.
- Niedługo będzie całkiem ciemno, wracamy?
- No dobrze. Przyjdziemy tu jeszcze kiedyś?
- Jasne. Widzę, ze ci sie tu spodobało.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Wróciliśmy do mojego domu, ponieważ Lou miał tu auto.
- No cóż, trzeba sie pożegnać. - powiedziałam i spojrzałam na niego
- Zobaczymy sie jutro?
- Jasne. To do jutra.
- Dobranoc Alex.
- Dobranoc Lou.
Przysunął sie do mnie i delikatnie pocałował w policzek. Patrzyłam na jego oddalają a sie sylwetkę, a później na odjeżdżające auto. Po chwili ocknęłam sie i weszłam do domu. Opadłam na kanapę. Nie wiem co się ze mną dzieje. Dziwnie sie czuje. Chyba...chyba sie zakochałam. On jest niesamowity. Wczoraj chciałam sie zabić, a dzisiaj chce żyć chociażby tylko dla niego. Nie mam pojęcia jak on to zrobił, ale w jeden dzień zawrócił mi w głowie. Przykryłam sie kocem i zasnęłam.
Od tego wydarzenia minęły dwa miesiące. Ziemie przykrył biały puch. Zbliżały sie święta, które pewnie spędzę sama. Przez cały ten czas codziennie spotykałam sie z Lou. Staliśmy sie nierozłączni. Wiedzieliśmy o sobie wszystko, tak jak byśmy znali się od dziecka. Z dnia na dzień coraz bardziej sie w nim zakochiwałam, ale nie wiem czy on czuje to samo. Poczekam jeszcze trochę i zaryzykuje. Ubrałam sie ciepło i pojechałam do Louisa. Mieliśmy razem iść pooglądać mieszkanie dla mnie. Miałam pięć propozycji. Dojechałam pod jego dom i zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mi Jo.
- Dzień dobry Jo.
- Witaj Alex. Louis, Alex do ciebie! Wchodź do środka i siadaj. Chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję. Ja tylko na chwilkę. Louis pomoże mi wybrać mieszkanie.
- Przecież masz dom.
- Tak, ale jest strasznie duży. Nie zdołam go utrzymać. Muszę kupić coś mniejszego, albo wyląduje pod mostem.
- Zawsze możesz zamieszkać z nami.
- Nie mogłabym. Już i tak za często tu przesiaduje. Nie chce ci sprawiać kłopotów Jo.
- Przestań Alex. Jesteś dla mnie jak córka. Od czasu rozwodu Louis nigdy nie był taki szczęśliwy, a teraz chodzi cały zaś uśmiechnięty i radosny. Obiecaj mi, ze pomyślisz nad tym.
- No dobrze, obiecuje.
Po schodach zszedł Lou.
- Przepraszam, ze tak długo. Juz możemy jechać.
- Nic sie nie stało. Dowodzenia Jo.
- Część, powodzenia.
- Dziękuję.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do mojego auta. Zaczęliśmy oglądać mieszkania, ale żadne nie podobało sie ani mi ani Louisowi. Jedno było za małe, kolejne za duże, jeszcze inne wymagało dużego remontu, kolejne miało nieciekawa okolice i głośnych sąsiadów. Ostatnie miejsce było na obrzeżach miasta. Był stamtąd piękny widok. Mieszkanie było bardzo ładne. Nie miałam żadnych zastrzeżeń oprócz jednego. Było tak daleko od Louisa. Nie wiem czy chce mieszkać tak daleko od niego. Muszę sie jeszcze nad tym zastanowić. Wzięłam numer telefonu od właściciela mieszkania i powiedziałam, ze jeszcze sie zastanowię. Wróciliśmy do domu Louisa. Zmęczeni usiedliśmy na kanapie.
- To ostatnie mieszkanie było całkiem ładne. Nie podobało ci sie?
- Podobało mi sie, ale nie mogę zbyt pochopnie podejmować decyzji. Jeszcze sie zastanowię. Może znajdę coś ładniejszego.
- Dlaczego nie zamieszkasz u nas?
- Nie chce sprawiać kłopotów.
- Oj proszę cię Alex. Ty i kłopoty.
- Po prostu nie chce was obciążać kosztami. Obiecałam twojej mamie, ze sie nad tym zastanowię.
- Czyli ona też ci to proponowała?
- Tak, dzisiaj jak czekałam na ciebie.
- Bardzo cię polubiła.
- Ja ja też.
W tym momencie przysiadła sie do nas Jo i dołączyła do rozmowy.
- I jak poszło? Znaleźliście coś ładnego?
- Jedno mieszkanie mi sie podobało, ale muszę sie jeszcze zastanowić. Było tak daleko od was. Jestescie dla mnie jak rodzina. Tak wiele wam zawdzięczam.
- Ty dla nas też Alex - powiedział Lou patrząc mi w oczy.
- I dlatego uważam, ze powinnaś z nami zamieszkać - powiedziała Jo
- Ja nie wiem, czy to jest dobry pomysł.
- Oczywiście, ze jest Alex.
- Bardzo cię polubiłam i juz mówiłam, ze jesteś dla mnie jak córka.
- Alex proszę zgódź sie - Louis popatrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami
- Jesteście pewni, ze tego chcecie?
- Oczywiście, ze tak - tym razem powiedziała Jo
- No dobrze, ale będę płacić swoja część czynszu i zakupów.
- Jeśli chcesz. Tak bardzo sie cieszę, ze sie zgodziłaś. Święta są za tydzień, wiec mam nadzieje, ze damy rade załatwić przeprowadzkę - powiedziała uśmiechnięta Jo
- Najlepiej zaczynać juz teraz - powiedział podekscytowany Louis - spakuj dzisiaj trochę rzeczy, a ja jutro po nie przyjadę i zajmę sie urządzeniem twojego pokoju.
- Louis, nie trzeba. Juz i tak dużo dla mnie zrobiliście.
- Bez gadania. Przecież nie będziesz spala na kanapie. Jestem twoim przyjacielem czy nie.
- Oj jesteś, jesteś. Jest juz późno. Będę wracać. Dobranoc Louis. Dobranoc Jo.
- Dobranoc Alex.
- Dobranoc mała. Nie zapomnij sie spakować.
- Nie zapomnę. Dziękuję wam jeszcze raz.
Wyszłam z domu, który za kilka dni będzie również mój. Wsiadłam do auta i wróciłam do siebie. Wbiegłam do domu i zamówiłam na jutro samochód przeprowadzkowy, który miał zabrać meble. W garażu znalazłam jakieś pudla, do których pochowałam książki i różne ozdoby i cenne drobiazgi oraz część ubrań. Do kolejnych pudel wrzuciłam albumy i zdjęcia, które rozstawione były w całym domu. Większość rzeczy miałam juz spakowane. Poszłam sie umyć i położyłam spać.
Następnego dnia rano przyjechał Louis i firma przeprowadzkowa. Do auta Lou spakowałam kartony, a pracownicy zajęli sie meblami i sprzętem elektronicznym. Gdy wszystko co do tej pory spakowałam było juz w autach, Louis i pracownicy pojechali do domu chłopaka. Weszłam na laptopa i dałam ogłoszenie w internecie, ze sprzedam dom oraz samochód, ponieważ dwa nie były mi potrzebne. Reszta dnia minęła mi na pakowaniu kolejnych rzeczy. Kilka razy próbowałam dodzwonić sie do Louisa, ale nie odbierał. Napisał tylko, ze jest zajęty moim pokojem i jak wszystko dobrze pójdzie, to pojutrze będę mogła sie wprowadzić. Byłam zdumiona, ze tak szybko uda mu sie to załatwić. Widzę, ze naprawdę mu zależy. W końcu nadszedł dzień przeprowadzki. Znalazłam kupca na auto i dom. W domu nie było juz prawie żadnych rzeczy. Część sprzedałam, część wzięłam ze sobą, a meble zostały na wyposażeniu domu. Tylko mój pokój był całkowicie pusty. Na koniec zostały mi drobiazgi z sypialni rodziców. Spakowałam je do ostatniego pudla. Po chwili przyjechał przyszły właściciel domu, który kupił również samochód. Dałam mu kluczyki od auta i wszystkie klucze od domu, garażu i pokoi. Ostatni raz przeszłam sie po miejscu, w którym sie wychowałam i zajrzałam w każdy zakątek, żeby zapamiętać wszystkie szczegóły. Stanęłam przed wejściowymi drzwiami i pożegnałam sie z nowym właścicielem. Spakowałam ostatnie pudla do bagażnika i wsiadłam do auta. Spojrzałam jeszcze raz na budynek i szepnęłam żegnaj domku. Odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę nowego miejsca zamieszkania. Czułam sie jakbym zamykała pewien etap w moim życiu i rozpoczynała nowy, który miał być całkiem inny niż poprzedni. Po dziesięciu minutach dojechałam pod nowy dom, który jednak nie był taki nowy, ponieważ od czasu kiedy poznałam Louisa spędzałam tu bardzo dużo czasu. Wyciągnęłam pudla z bagażnika i ruszyłam w stronę drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem i otworzyła mi Joannah.
- Witaj w domu Alex. Wiesz, ze nie musisz dzwonić do drzwi, teraz to również twój dom.
- Nadal nie mogę w to uwierzyć.
- Idź na gore zobacz swój nowy pokój. Będziesz wiedziała który to.
- Dziękuję ci Jo.
Przytuliłam ja mocno i wzięłam kartony na gore. Weszłam na piętro i rozejrzałam się. Gdy Popatrzyłam w prawo zobaczyłam lekko uchylone drzwi. Pomyślałam, ze to pewnie mój pokój, wiec ruszyłam w tamta stronę. Otworzyłam szeroko drzwi, a moim oczom ukazał sie piękny, duży pokój pomalowany na kolor przypominający oczy Louisa. Były tu wszystkie moje meble i drobiazgi ze starego domu. Lou wspaniale to wymyślił. Pokój wyglądał ślicznie. Spojrzałam na ścianę nad łóżkiem. Był tam namalowany duży napis, a mianowicie "Live life for the moment, because everything else is uncertain". To co Lou dla mnie zrobił było niesamowite. Odłożyłam na podłogę pudelka, które trzymałam. Podbiegłam do niego i przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. Łzy leciały mi po policzkach.
- Witaj w domu Alex.
- Dziękuję ci za wszystko Lou. Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego mogłam sobie wymarzyć. Nie zasługuje na to wszystko.
- Oczywiście, ze zasługujesz. Zostawię cię samą. Rozpakuj sie do końca.
Gdy wychodził z pokoju pocałowałam go jeszcze w policzek. Zostałam sama. Rozpakowywałam ubrania i pozostałe rzeczy. Zdjęcia przysiędze jutro bo dzisiaj juz nie mam siły. Byłam strasznie zmęczona. Rzuciłam sie na łóżko. Patrzyłam na napis nad nim i zastanawiałam sie, czy Louis nie chciał mi przez te słowa czegoś powiedzieć. Byłam strasznie zmęczona całym dniem i nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.
Po kilku dniach nadeszły święta. Od rana trwały ostatnie przygotowania. Dom i choinkę dekorowaliśmy wczoraj, wiec to mieliśmy z głowy. Zostały nam do przygotowania ostatnie potrawy. Prezenty dla Jo i rodziny Tomlinson miałam juz kupione, dla Louisa również, ale umówiłam sie z przyjacielem mojego taty, ze go przywiezie, bo nie chciałam, żeby Lou zobaczył go wcześniej. Po około godzinie zjechała sie cala rodzina Tomlinson. Trochę głupio sie czułam. Trochę jakbym była nieproszonym gościem, ale Lou dodawał mi otuchy co chwile sie uśmiechając. Przywitałam sie ze wszystkimi i przedstawiłam. Usiedliśmy w salonie na kanapie. Każdy opowiadał co u niego. Przypominały mi sie święta z cala moja rodzina. Gdy na dworze zrobiło sie ciemno wzięłam młodsze kuzynki Louisa na dwór w celu szukania pierwszej gwiazdki. Miały po siedem lat i były bliźniaczkami. Jedna z nich miała na imię Lotti, a druga Fizzy. Pamiętam, ze gdy byłam w ich wieku zawsze szukałam gwiazdki z dziadkiem. Ubrałyśmy sie ciepło i wyszłyśmy. Dziewczynki były rozkoszne.
- Ja pierwsza zobaczę gwiazdkę.
- Nie prawda bo ja! - krzyczały jedna przez drugą
Biegały po całym podwórku patrząc w niebo, ale nigdzie nie było gwiazdki.
- Alex, a co jeśli nie znajdziemy gwiazdki? - zapytała Fizzy
- Czy wtedy nie będzie świat? - dopytywała sie Lotti
- Oczywiście, ze będą święta. Wiecie gdzie zawsze pojawia sie gwiazdka? - polowały przecząco głowami - popatrzcie tam - wskazałam palcem na gwiazdkę, która świeciła tuż ponad dachem domu.
- Jest pierwsza gwiazdka! - krzyknęła Lotti
- Czyli możemy juz jeść - powiedziała Fizzy
- A co będzie później? - zapytałam
- Prezenty! - krzyknęły równocześnie i pobiegły do domu.
Były takie słodkie. Przypominały mi mnie, gdy byłam w ich wieku. Poszłam za nimi. Po drodze zadzwoniłam jeszcze do przyjaciela mojego taty, ze może juz przywieść prezent dla Louisa. Weszłam do domu i ściągnęłam płaszcz. Pomogłam Jo zanieść wszystkie potrawy na stół. Stanęliśmy przy stole i łamiąc sie opłatkiem złożyliśmy sobie życzenia. Następnie zjedliśmy wszystkie posiłki.
- Czy juz czas na prezenty? - zapytała Fizzy
- Możemy juz rozdawać? - dodała Lotti
- Oczywiście. Chodźmy do salonu. - powiedziała Joannah
Usiedliśmy na kanapie. Bliźniaczki rozdawały prezenty i świetnie sie przy tym bawiły. Jo dostała ode mnie naszyjnik, stojaczek na biżuterię i zestaw kosmetyków. Bliźniaczkom kupiłam śliczne sukienki księżniczek, zestawy kosmetyków i biżuterię. Reszta rodziny również dostała ode mnie upominki. Ja natomiast dostałam biżuterię, kosmetyki, płytę mojego ulubionego zespołu, piękne rysunki od bliźniaczek i śliczną sukienkę oraz naszyjnik od Lou. Po rozpakowaniu prezentów przyszła kolej na kolędowanie. Wzięłam Louisa na chwilkę na bok.
- Lou, nie otworzyłeś jeszcze jednego prezentu.
- Jak to? Przecież pod choinką nic więcej nie ma.
- Miałam mały problem z zapakowaniem go do pudelka, a jeszcze większy ze schowaniem pod choinkę. Zamknij oczy, ubierz sie ciepło i chodź ze mną.
Lou zrobił to o co go prosiłam i złapał mnie za rękę. Wyszliśmy na dwór.
- No dobrze. Juz możesz otworzyć oczy.
Louis uchylił powieki i zaniemówił. Stał w miejscu patrząc sie na prezent ode mnie. Po chwili ruszył sie i podszedł do niego.
- O mój Boże! To nowe Lamborghini Aventador!
- Tak, zawsze o takim marzyłeś, a ja dostałam trochę kasy sprzedając dom i samochód.
- Alex, ja nie mogę go przyjąć.
- Niestety musisz. Tak dużo dla mnie zrobiłeś. Uratowałeś mi życie, dbałeś o mnie, dałeś mi dom i najlepsza przyjaźń na świecie. Dałeś mi tak wiele, ze nawet gdybym kupiła ci cały świat to dalej byłoby za mało.
- Alex, ja nie wiem co powiedzieć. Dziękuję ci - przytulił mnie mocno
- Chodźmy do środka pośpiewać kolędy.
Weszliśmy do domu i usiedliśmy na kanapie przy reszcie rodziny. Po chwili bliźniaczki pociągnęły mnie za ręce do mojego pokoju.
- Podobasz mu sie - szepnęła Fizzy
- I on również ci sie podoba - dodała Lotti
- Co? Nie prawda - byłam zaskoczona. Może i bliźniaczki są małe, ale na pewno wyjątkowo inteligentne jak na swój wiek
- Oj nie gadaj. Widzimy jak na siebie patrzycie - ciągnęła dalej Fizzy
- Powiedz mu co czujesz. Nie bój sie - dodała Lotti
- On tez cie kocha, to widać.
- Jesteście pewne? - zapytałam
- Tak, na sto procent - odparła Fizzy
- No dalej, na co czekasz. Idź do niego - powiedziała Lotti i obie wypchnęły mnie z pokoju.
To dziwne, ale dwie siedmiolatki dodały mi odwagi. Weszłam do salonu i poprosiłam, żeby Lou wyszedł na chwile ze mną na dwór. Usiedliśmy na schodkach przed domem.
- Lou, ja muszę ci coś powiedzieć.
- Coś sie stało?
- Nie, nic sie nie stało. To znaczy tak jakby.
- No wiec słucham.
- No dobrze. Znamy sie niecałe dwa miesiące i jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nie chce niszczyć naszej przyjaźni, ale ja juz tak dłużej nie mogę. Nie potrafię tego przed tobą ukrywać. Jest w tobie coś wyjątkowego. Byłeś przy mnie, gdy cie potrzebowałam. Nigdy mnie nie zostawiłeś i zawsze wysłuchiwałeś. Uratowałeś mi życie. Gdyby nie ty nie było by mnie tutaj i nie mogłabym powiedzieć tej jednej rzeczy. Lou ja cie kocham. Wybacz mi, ale musiałam to powiedzieć, nie mogłam tego juz dłużej ukrywać. Chciałam po prostu, żebyś wiedział. Zrozumiem jeśli teraz odejdziesz i nie będziesz chciał ze mną rozmawiać...
Nie dokończyłam, ponieważ Louis ujął moja twarz w swoje dłonie i złożył na moich ustach gorący pocałunek. Poczułam sie jak w niebie. Bliźniaczki miały racje.
- Ja tez cie kocham Alex.
- Jak powiemy to twojej rodzinie?
- Myślę, ze oni juz wiedzą - powiedział pokazując palcem na okno, w którym stali wszyscy jego bliscy.
- Masz cudowna rodzinę.
- Teraz to również twoja rodzina.
Pocałował mnie w czoło i objął ramieniem. Weszliśmy do domu. Wszyscy powitali mnie jednym zdaniem, czyli "Witaj w rodzinie Alex". Każdy po kolei przytulił nas i pogratulował nam. Gdy podeszła do mnie Jo szepnęła mi na ucho.
- Wiedziałam, ze prędzej czy później to sie stanie. Lou to dobry chłopak. Opiekuj sie nim.
- Jo, na razie jesteśmy para, a nie małżeństwem.
- Na razie - powiedziała i uśmiechnęła sie promiennie.
I rzeczywiście Joannah miała rację po dwóch latach na wakacjach wzięłam z Louisem ślub. Odkupiliśmy mój stary dom i mieszkamy w nim w czwórkę. Tak właściwie to juz prawie w piątkę. Nasz najstarszy synek Tommy ma sześć lat, córeczka Lilly trzy, a pod sercem trzymam kolejne maleństwo. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, żałuję tylko, ze moi rodzice nie mogą nacieszyć sie wnukami. Lou postanowił, ze co niedzielę będziemy chodzić na pikniki, na to samo wzgórze, na którym bawiłam sie i wspaniale spędzałam czas z moimi rodzicami. Czasami zastanawiam sie, co by było gdyby Louis wtedy nie przechodził przez Tower Bridge lub nie zdołał mnie przekonać. Ale to sie nie stało. Mam szczęśliwa i kochająca rodzinę. Niczego więcej juz nie potrzebuje.


________________________________________________________________________________________

Przepraszam za ewentualne błędy i brak polskich liter, ale niej mialam czasu na poprawianie. Mam nadzieje, ze sie wam podobało. Kocham was <3 komentujcie!